Puszka Pandory | Log

Juszi | Autorski
wersja tekstowa

To nie był najlepszy rok dla Thomasa J. Langa.

Błyskotliwą karierę polityczną przerwała seria oskarżeń o powiazania z nowojorskimi grupami przestępczymi. W grę wchodziły oszustwa podatkowe na ogromną skalę i – być może – produkcja, przemyt i dystrybucja narkotyków.

Śledztwa policyjne i skarbowe na pewno nie ułatwiały życia, szczególnie, gdy usiłuje zarządzać się kilkoma fabrykami.

Teraz doszedł jeszcze ten cholerny kryzys.

Minęło ledwie 6 dni od wystąpienia pierwszych przypadków zielonej grypy w Fairfield, a fabryki praktycznie stanęły. Prawie nikt nie stawił się do pracy.

Media donosiły o zamieszkach w mieście. Władzę nad sytuacją przejęła federalna agencja, CEDA. Wprowadzono kwarantannę, co kompletnie sparaliżowało miasto.

Lang prawie że z utęsknieniem i nostalgią wspomniał czasy, w których dzieci pracowały w kopalniach, a zamieszki rozpędzano bronią palną. Wtedy to był porządek.

Co gorsza, jego żona nie czuła się za dobrze. To pewnie było zwykłe przeziębienie – od kilku dni nie miała praktycznie kontaktu z nikim z zewnątrz. Wciąż, to nie był najlepszy moment.

A na koniec – zepsuło się auto. W takim cholernym momencie. Znalezienie mechanika w tej sytuacji wymagało tylko cudu, niebiańskiej cierpliwości i małej fortuny.

To nie był najlepszy rok.

Dom Langa, mały dworek w stylu kolonialnym, położony był na obrzeżach Fairfield.

Od kutej, solidnej bramy do samego domu prowadził szeroki podjazd.

Steve zaparkował przed bramą garażową. Dojechanie tutaj zajęło mu 3 godziny. Wojskowe i policyjne kolumny jeżdżące przez miasto praktycznie je zablokowały.

Tu i ówdzie wybuchły zamieszki. Chyba.

Ale zlecenie chyba było warte swojej ceny. Pewnie jakiś drobiazg z silnikiem, plaga w nowych Jeepach.

Właściciel domu stał z niepewną miną przed drzwiami wejściowymi, chyba zastanawiając się, czy w ogóle podejść bliżej.

* Steve wyszedł ze swojego leciwego już samochodu holwniczego i zabrał ze sobą skrzynkę

Biały facet, ubrany w nienaganną koszulę i zapewne bardzo drogą wełnianą kamizelkę. Wiedziałeś kim jest, przynajmniej z widzenia. Lokalne media pisały o nim co dwa tygodnie.

<Steve> Dobry

* Lang spojrzał jeszcze raz na ekran swojego BlackBerry jakby chciał urządzenie roztrzaskać o kamienie

* Steve lekko, od niechcenia podniósł ubrudzoną smarę czerwoną czapkę z daszkiem, którą miał na głowie

<Lang> Najwyższy czas.

<Steve> Co tam trzeba ponaprawiac?

* Steve wyjął gumę z ust i przykleił ją do skrzynki z narzędziami, obok sporej ilości reszty – już starych i zeschniętuch

Lang: wciąz ten sam sms. „Dzisiaj do pracy stawiło się 5 robotników we wszystkich fabrykach. Masowe urlopy zdrowotne. Czekamy na polecenia”

* Lang otarł czoło i podszedł do samochodu

<Lang> Nie wiem, gdybym wiedział to bym do pana nie dzwonił. Na samochodach sie znam, na elektronice nie.

Gdzieś daleko za bramą z dużą prędkością przejechała kolumna policyjnych wozów i wojskowych humvee, wszystkie na sygnałach.

* Steve podrapał się po czole i postawił skrzynkę na ziemii

<Steve> To elektronika padła?

* Steve cmokał ustami

* Steve postukał w maskę lekko

<Steve> Otwórz no Pan tego smoka, popatrzymy na setducho

<Steve> serducho*

* Lang właśnie podnosił maskę kiedy dostał wiadomosć z charakterystycznym dźwiękiem

Steve: najnowszy Grand Cherokee, chyba jeszcze poprawiany gdzieś prywatnie na zlecenie.

* Lang oparł się o drzwi i przeczytał

* Steve zerknał na silnik

<Steve> a odpala?

<Steve> czy całkiem zdechł?

<Lang> Nie, nawet nie reaguje.

* Lang wracał do wiadomości co raz nerwowo

<Lang> Dasz pan radę to szybko załatwić?

„Skarbie, wszystko w porządku? Dzień dobry panu, o, jednak ktoś przyjechał…”

<Lang> Tak, w porządku, wróć do domu.

<Steve> Dobry

Steve, Lang: w drzwiach wejściowych stoi bardzo atrakcyjna kobieta, blondynka, może ponad 30 lat. Ma na sobie szlafrok, ale opatulona jest kocem.

* Steve oblizał się po ustach jak próbował dosięgnać czegoś pod maską

Steve: wcale nie jesteś pewien, czy to elektronika. Chyba jednak rozrusznik.

„Nie napije się pan czegoś? Taki dzień…”

<Steve> a nie trzeba

* Steve zamknął maskę

„Skarbie, w mediach mówią, że sytuacja się uspokaja…” Uśmiechnęła się, chociaż nieco słabo.

* Lang w końcu zostawił Steve’a i poszedł do żony

<Steve> jest tak, tutaj się tego nie uda zrobić, muszę zabrać do warsztatu

<Steve> i na kanał wstawić

* Lang zatrzymał sie

<Lang> jak to na kanał?

<Lang> Panie, to musi być tu zrobione. I teraz.

<Lang> Zapłacę podwójnie.

<Steve> No ale jak podwojnie? No to sie tak nie da, trzeba to rozrecic, to trzeba sprzet

<Steve> gdzie to tak tutaj

<Steve> Mam holownik, zabrac moge z miejsca

Za bramą przjechała kolejna kolumna, tym razem tylko wojskowa: humvee eskortują jakieś ciężarówki.

* Lang machnął ręką na Steve’a i poszedł do żony

<Steve> Eee, Pan, to jak będzie?

<Lang> Zaraz, zaraz, sekundę.

* Steve machnął ręką i wyciągnął papierosa

<Steve> No jak zwykle, jak zwykle – bogate… cholera

* Steve gadał cicho do siebie odpalając papierosa

* Lang energicznie gestykulował pod drzwiami do żony

* Steve oparł się o maskę i popalając papierosa gapił się na tyłek zony klienta

Steve: nie sposób nie zauważyć stojącej obok w garażu Mazdy mx-5 miata. Bardzo ładne auto, podoba Ci się, ale… no właśnie, nie sposób nie zauważyć, różowy kabriolet.

* Steve skrzywił się

* Lang przyszedł do Steve’a z powrotem

<Lang> Słuchaj pan

* Lang wyciągnął dwie dwudziestki i wepchnął Steve’owi w rękę

<Lang> to za fatygę

* Steve kończył właśnie papierosa, rzucił go pod siebie i przydeptał

* Steve postukał się w czoło

<Steve> Za dojazd się 100 nalezy

<Lang> I dobrze radzę – zjeżdżaj pan z tego miasta, mam info od zaufanego człowieka, ze wojsko przymusowo ewakuuje ludzi.

* Lang bez mrugnięcia wyciągnął stówkę i włożył tak jak poprzednio

<Steve> Tak ja wczoraj i przedwczoraj

<Steve> No tak to ja pojmuje

* Steve nieśpieszno złapał za swoją skrzynkę i ruszył do swojego holownika

Za bramą pojawiła się kolejny wojskowy konwój, ten się zatrzymał. Z ciężarówek i humvee wysypali się żołnierze w maskach przeciwgazowych i strojach ochronnych.

* Steve właśnie ładował się ze skrzynką do szoferki

<Lang> Niech to jasny szlag.

* Lang ruszył biegiem do domu

Rozbiegli się po okolicznych domach, kilku zaczęło łupać w furtkę i bramę, któryś w końcu zadzwonił w domofon.

<Steve> Jakiś durny, nie Jack?

* Steve klepnął jak zwykle pluszowego psa zawieszonego na lusterku nie ogarniając jeszcze sytuacji

* Steve zawrócił i chciał jechać już do bramy, ale zatrzymał się jak zobaczył wojskowych

<Steve> e?

Steve: kilku żołnierzy przeskoczyło przez bramę. Pokazują rękami, żebyś zatrzymał pojazd.

Inni pobiegli w stronę domu.

* Steve zatrąbił

<Steve> Eee, co jest? Chce jechać!

„Opuść pojazd! Natychmiast!”

* Steve krzyczał przez okno

<Steve> Co?

Steve: kilku podniosło broń.

* Lang przez okno zobaczył co się dzieje i pogonił żonę krzykiem

„Opuść pojazd! Opuść pojazd!”

* Steve teraz wylazł z rękami w górze

Lang: łupanie do drzwi.

<Steve> Spoko stary, spoko – bez nerwów

<Steve> Po co ta wrogość?

* Lang po chwili otworzył z neseserem w ręku

Steve: żołnierze opuścili broń. Pokazali, żebyś podszedł do drugiej grupki przy drzwiach.

<Lang> Żona za chwilę zejdzie, proszę dać nam kilka minut

„Mhm. Mamy rozkaz ewakuować mieszkańców.”

To chyba dowódca. Obrócił się w stronę Steve’a.

<Steve> Eee, gościu, weź tym we mnie nie celuj, co?

„Pan tu też, eee, mieszka?”

* Steve odkrzykiwał do żołnierzy przy bramie

<Steve> A wygladam jakbym tu mieszkał?

Żołnierz pokiwał tylko głową. „Pan też jedzie z nami.”

* Lang krzyknął do żony ponownie, tym razem ostrzej

<Steve> ale co ja?

<Steve> Gdzie, zaraz, stary!

Lang: słyszysz kroki po schodach. Twoja żona niesie tylko podręczną walizeczkę, ma na sobie tylko lekkie dresowe spodnie i koszulkę. Jest spocona, chyba gorączka ją zaczyna mocniej chwytać.

„Rozkaz ewakuacji mieszkańców. Zostaniecie wywiezieni do odpowiednio przygotowanej placówki w celu odbycia kwarantanny.”

* Lang pomógł jej zejść nie wypuszczając nesesera z ręki

Oczy dowódcy otworzyły się szerzej, gdy ujrzał kobietę; Steve widział to nawet za przyciemnionymi szkłami maski przeciwgazowej.

* Lang w pierwszej chwili chciał wojskowych zapytać o kilka rzeczy ale po doświadczeniach z instytucjami rządowymi przemyślał to i zrezygnował. W ostatniej chwili złapał tylko marynarkę i kapelusz

Kilku żołnierzy odeszło już, kierując się do kolejnych domów. Grupa, która została, jak jeden mąż podniosła broń.

„PRoszę się odsunąć od pozostałych! Odsuń się! Na ziemię! Na ziemię!”

Krzyczą na żonę Langa.

* Lang zatrzymał się

<Lang> Co? O co chodzi?

<Steve> e, co wy robicie?

„Odsuń się! Odsuń się!”

„Skarbie, co się dzieje…”

<Steve> spokojnie, ludzi!

* Steve szkła mu zaparowały

<Lang> Ale o co chodzi? Coś się stało?

Niemrawo upuściła walizkę, jest chyba zdezorientowana. Mruży oczy.

* Lang obejrzał sie za siebie bo naprawdę nie wiedział o co chodzi żołnierzom

Lang: nie mogłeś nie zauważyć, dowódca wyjął z kabury na udzie broń krótką i ją przeładował.

<Lang> NIc, nic, są poddenerwowani

„Pani NATYCHMIAST pójdzie z nami.”

„A wy dwaj – do naszej ciężarówki. Już.”

<Lang> Chwileczkę, uspokójmy się trochę, może najpierw pan wyjaśni co sie stało?

<Steve> Eee, gościu – gdzie z łapami

Gdzieś w tle rozległy się strzały i krzyki. Dowódca klepnął jednego z żołnierzy i pokazał mu coś pod żywopłotem.

<Steve> mam jakieś prawa!

<Lang> Panowie, wszelkie kwestie związane z moimi interesami możemy wyjaśnić w odpowiednim miejscu i czasie, nie będę się temu przeciwstawiał.

Ten podszedł i chwycił kobietę mocno za ramię.

<Lang> Chwileczkę!

* Lang odepchnął wojskowego

<Lang> To jest moja żona!

Żołnierz poleciał mocno do tyłu i gruchnął w drzwi, roztrzaskując szkło na nich.

* Steve skorzystał z okazji, walnął wojskowego obok na odlewa pod żebro i starał się wyrwać mu broń

Rozległ się krzyk, gdy okazało się, że jego kombinezon rozdarł się w kilku miejscach.

* Lang przyciągnął Stacy do siebie

<Lang> Panowie, niech nie kierują nami emocje!

Steve: chyba masz więcej szczęścia niż rozumu. Wydarłeś żołnierzowi M16, gdy go zgięło. Pozostali byli zbyt zaaferowani poranionym towarzyszem, tylko dowódca uniósł pistolet…

<Steve> Stac! Nie ruszac sie!

* Steve celował nerwowo do wojskowych

* Lang odszedł parę kroków do tyłu wpychając żonę za siebie

<Lang> Nie róbmy niczego czego później będziemy żałować

„ODłóż broń! Ostatnie ostrzeżenie!”

* Steve ostrożnie zbliżał się do szoferki celując niepewnie do reszy

<Steve> reszty*

Znowu rozległy się krzyki, tym razem ze strony ulicy. Jakieś postaci przeskakują przez płot.

Rozległy się strzały z pojazdów, żołnierze też jakby stracili wami zainteresowanie.

„Strzelać! Strzelać!”

* Lang cofnął się pod ścianę cały czas zasłaniając żonę

<Steve> Co, jak?

* Steve rozglądał się nerwowo

Ludzie biegną w górę podjazdu, niektórzy krzycząc, niektórzy wyjąc. Żołnierze otworzyli ogień, padło kilka osób w pierwszym szeregu.

<Lang> Mój Boże

<Steve> Co do ch…

<Steve> Ja stad spierdalam

* Steve pobiegł do swojegoi holownika, sciskajac odruchowo bron przy sobie

* Steve wsiadł do środka i odpalił silnik

* Lang odwrócił sie do żony, złapał ją za ramiona i potrząsnął

<Lang> Kluczyki! Masz kluczyki?!

* Steve zatrąbił

Steve, dopadłeś do drzwi, gdy dosłownie z krzaków wyskoczył jakiś facet w zakrwawionym garniturze. Huknął w nie ręką, wybijając szybę

<Steve> Ej, TY, siwy!, wsiadaj, jak chcesz stąd spierdolić!

* Steve odruchowo nacisnął za spust

Lang: chwilę zajęło jej dojście do siebie. Wciąż mruży oczy. „Tu jest za jasno… zgaś światło…”

<Lang> Kluczyki do Twojego wozu!

Steve: posoka, mózg i kawałki czaszki bryzgnęły na chodnik.

<Steve> aaaa, kurwa!

Lang: potrząsnęła głową. „Na stoliku… przy wejściu… razem z moją torebką…”

* Lang obejrzał sie na holownik i ocenił czy zdoła dobiec tam z półprzytomną kobietą

<Steve> Ostatnia szansa siwy!

* Steve trąbi

Lang: jak na moje, nie masz wyjścia. Jeden z żołnierzy podał tyły i udał się w paniczną ucieszkę

* Steve już wrzucał bieg

* Lang wcisnął żonie swój neseser, wziął ją na ręce i cieżko ruszył w stronę Steve’a

<Lang> Czekaj Pan!

RTozległ się krzyk, gdy innemu żołnierzowi skończyła się amunicja. Przybyli ludzie powalili go na ziemię, okładają go rękami, ryczą, prawie że chcą go rozerwać na kawałki.

<Steve> Cholera

* Steve wrzucił bieg, docinsnął butem gaz i ruszył prosto na bramę

<Lang> Czeeeekaj!

* Lang zatrzymał się, posadził Stacy na ziemi i ruszył biegiem z powrotem do domu

Steve: docisnąłeś gaz do dechy. Wystrzeliłeś przed siebie i przejechałeś po tłumie, nie zatrzymując się też na bramie. Z głośnym hukiem rozbiłeś ją na dwie części, ale w procesie musiałeś coś uszkodzić we własnym wozie

bezwładnie dojechał do ogrodzenia po drugiej stronie ulicy.

Lang; na szczęście kluczyki są tuż przy drzwiach, tak, jak powiedziała Twoja żona.

Steve zdołał też mocno przerzedzić tłum, kilku z oszalałych ludzi powoli wstaje z podjazdu. Wydają się chwilowo mocno ociążali.

* Lang rzucił sie niemal na stolik zrzucając wazon, złapał kluczyki i wybiegł do garażu

Lang: duma Twojej żony na swoim miejscu. Brama otwarta, nawet Stacy zdołała dojśc do auta.

* Steve próbuje odpalić, kopie w drzwi

<Steve> Dzialaj dziwko!

Steve: jakiś żołnierz dopadł do drzwi twojego holownika. Nie ma maski przeciwgazowej, twarz wykrzywia mu nienawiść i szaleństwo. NIgdy czegoś takiego nie widziałeś

* Lang otarł pot, pomógł żonie wsiąść na tył, upewnił sie, ze neseser jest bezpieczny a sam odpalił mazdę

<Steve> Kurwa, kurw, kurwa, precz!

* Steve orzpycha się na siedzenie dalej, od drzwi

<Steve> Odejdz szatanie!

* Lang poprawił lusterko i ruszył przyspieszając

Steve: cofnąłeś się, odpychając się w panice ręką złapałeś za M16

* Steve rzucił różańcem który trzymał z przyzwyczajenia w szufladzie

Steve: przejechałeś po jakimś wstającym z podjazdu nieszczęśniku, za bramą widzisz rozbity holownik Twojego niedoszłego mechanika.

* Lang wrzucił bieg i przyspieszył jeszcze

Lang: Stacy chwyciła cię mocno za rękę, gdy auto przyspieszyło. „Spakowałeś moje kolczyki po mamie…?”

Steve: jak łatwo się domyślić, różaniec nie pomógł.

* Lang nie zaregagował, celował samochodem w żołnierza przy holowniku

* Steve poprawił M16 nie celując zbyt precyzyjnie

Lang zahamował w ostatniej chwili, i tak wyrzucając oszalałego żołnierza gdzieś na ogrodzenie sąsiada. Steve poprawił salwą z M16, po czym dopadł spanikowany do Mazdy.

<Lang> Uważaj pan gdzie tym celujesz!

<Steve> Jedz, jedz, jedz!

„Skarbie, moje kolczyki…”

* Lang wrzucił wsteczny, wymanewrował i wjechał na szosę gazując ile japończyk w mazdę dał

* Lang spojrzał na żonę we wstecznym lusterku

* Lang milczał przez dobre dwie minuty zanim zapytał

Ewakuacja chyba nie przebiega zbyt sprawnie w tej dzielnicy. Dookoła słyszycie strzały, żołnierze bezładnie usiłują zapanować nad cywilami i coraz większą ilością oszalałych ofiar choroby.

<Lang> Co tu się dzieje? Co to było? Kim oni byli? Co tu się dzieje?

* Steve ściskał nerwowo M16

<Steve> mnie nie pytaj, stary

<Steve> To jakieś świry

„Nie wziąłeś moich kolczyków… to po mamie…”

* Lang zwolnił trochę, żeby kontrolować sytuację na drodze i wymijać porzucone samochody

Stacy ukryła twarz w dłoniach. Nie jest z nią za dobrze, cicho łka.

Po dwudziestu minutach panicznej jazdy między wrakami i grupami zainfekowanych dojeżdżacie do centrum miasta.

Kilka ulic odcinają wysokie blokady, wzniesione przez wojsko w celu kontroli sytuacji. Żołnierze kierują okazyjnych cywili w kilku określonych kierunkach, podobno do centrów ewaukacyjnych.

Steve miał na tyle dużo przytomności umysłu, by włączyć radio. Na wszystkich frekwencjach słyszycie to samo, adresy najbliższych placówek ewakuacyjnych CEDA.

Szpital Mercy, lokalny stadion futbolowy, jeden z hoteli w centrum…

Stacy chyba czuła się nieco lepiej, ale narzekała cały czas na rażące światło i wysoką temperaturę.

Wolicie nie zwracać uwagi na okazyjne grupy na poboczach i chodnikach, atakujące niewinnych i bezbronnych ludzi.

<Lang> Musimy ją zawieźć do szpitala, jak najszybciej.

* Lang zmieniał stacje w radiu starając sie złapać jakiś sensowny komunikat

Gdzieś znowu rozległy się strzały, ale zaczynacie się do tego przyzwyczajać.

* Steve zerknął dookoła, sprawdził gdzie są

<Steve> najbliższy chyba to Mercy

* Steve skręć tam

* Steve wskazał

<Lang> Tak,a le trzeba objazdem bo tu wszędzie pozamykane

<Steve> znam skrót

* Steve kierował Lang’a gdzie ma jechać

* Lang skręcił jadąc ostrożnie

Lang: ostrożnie wyjechałeś z podporządkowanej, gdy nagle z prawej wyskoczył inny pojazd cywilny, jadący z dużą prędkością. Uderzył lewym bokiem w prawy twojego zderzaka, Was wypchcnęło mocno w lewą stronę, drugi pojazd uderzył w sygnalizator świetlny.

* Lang próbuje zapanować nad mazdą, klnie jak szewc

<Steve> Kto Cię uczył prowadzić?!

Lang: auto zwolniło, zanim uderzyło w wysoki krawężnik, to pewnie uratowało wam skóry. Ale huku przebijanej opony nie da się pomylić z niczym.

* Lang walnął w kierownicę

Steve: widzisz ku swojemu zdumieniu, że z drugiego, rozbitego auta przez okno wydostał się jakiś mężczyzna. krzyczy spanikowany, usiłuje oddalić się od auta, chociaż chyba nie jest w stanie iść.

<Lang> Słuchaj pan

* Lang zwrócił sie do Steve’a

<Lang> Mam pieniądze, dobrze zapłacę jak pomożesz mi się dostać do tego szpitala

* Lang rozejrzał sie po ulicy i sięgnął po neseser

* Steve obserwował człowieka w oddali, słuchając Langa jednym uchem

<Steve> Dobrze, to znaczy ile?

Steve: cały czas zafascynowany obserwujesz spektakl. Niedoszły kierowca wyciągnął gdzieś zza paska pistolet, strzela na ślepo w stronę auta. We wraku widzisz jakieś ruchy, chyba jest jeszcze jeden pasażer.

„Skarbie, co się dzieje…” Stacy ma chyba chwilowy powrót świadomości.

<Lang> Musimy się dostać do szpitala, ten pan nam pomoże, tylko musisz dać radę

Gdzieś nad wami krążą helikoptery, i wojskowe, i policyjne, i nawet prywatne, należące chyba do stacji telewizyjnych.

* Lang obejrzął się do Stacy i wziął ją za rękę

<Lang> Wysiadamy.

* Lang wyciągnął z nesesera czek i wypisał kwotę. Potem wręczył Steve’owi

<Lang> Podpiszę to kiedy dostaniemy sie tam bezpiecznie.

* Steve zerknął

Steve: koniec końców mężczyzna dał spokój, kulejąc i skacząc na jednej nodze pognał w jakiś zaułek.

Steve: więcej zer, niż zarobiłbyś w 10 lat.

* Lang wyciągnął z nesesera HK USP, włożył magazynek, po czym schował broń za pasek.

Z zaułka rozległy się krzyki i strzały.

* Steve schował czek w spodnie

<Steve> dobra

<Steve> Za mna, znam droge przez bloki

* Steve ruszył w stronę jednej z uliczek

* Lang pomógł wyjśc Stacy i wsparł ją ramieniem

<Lang> Powoli!

Steve: nie mogłeś się nie powstrzymać przed zerknięciem ostatni raz na rozbity wrak drugiego pojazdu. W środku widzisz… chyba mężczyznę, wydaje się absurdalnie otyły… Nie, nie otyły, napuchnięty.

Chyba lepiej zachowac dystans.

Lang: jakiś sklepikarz, kompletnie was ignorując, zabija dużymi ekranami ze sklejki szyby swojego sklepu. Na ścianie duży plakat informuje o adresach centrów ewakuacyjnych.

<Steve> Tędy

* Steve skręcił w ciasną uliczkę

Park Miejski, Szkoła Średnie Brigham i Borden, kościół Riverside… Kościół jest przekreślony, ktoś dopisał czerwonym markerem „stracone”

* Lang stara sie iść szybko za Steve’m

Steve: kierujesz się w stronę szpitala Mercy. Wychodzicie na kolejną ulicę, są na niej ludzie, głównie udający się w jednym kierunku – szpitala.

<Steve> Już niedalego Panie Siwy, dasz Pan rade?

Na chodniku widzicie rozbitą karetkę, przewrócona leży na prawym boku. Z jej tyłu rozlega się chorobliwy i histeryczny śmiech.

* Lang trzymając się z tyłu rozgląda się po budynkach i wystawach

Lang: ludzie dookoła starają się ignorować ciebie, część odsuwa się bardzo daleko na widok stanu Stacy. Nie raz, nie dwa musisz wytrzymać bardzo wrogie spojrzenia, chyba tylko broń w Twoich rękach uspokaja sytuację.

<Steve> Prawie jesteśmy, widzę wejście!

Steve: owszem, widzisz. I to niezbyt wesoły widok.

* Lang otarł pot pod kapeluszem

Jak łatwo się domyślić, szpital i teren dookoła niego przypomina strefę wojny.

<Steve> Cholera, chyba coś nie tak

Budynek naprędce otoczono barierkami, płotami i nawet workami z piaskiem.

Do tego nleży doliczyć przejazdy zablokowane cywilnymi pojazdami.

* Steve podbiegł pod wejście

Tłumy ludzi kierują się w stronę wąskich przejść dla cywili, gdzie żołnierze i policjanci usiłują zapanować nad sytuacją.

<Lang> Cholera, niedobrze

Okazyjnie mniejsze lub większe grupki zainfekowanych wypadają z okolicznych uliczek, tylko wzmagając chaos. Strzały padają często i raczej niecelnie.

<Lang> To jest bez sensu, to jest cholera bez sensu.

Lang: gdy to powiedziałeś, na wielkich wyświetlaczach nad wejściami kolor zielony zmienił się na czerwony. Żołnierze blokują przejścia

* Lang rozglądał sie po ulicy podtrzymując Stacy

* Steve próbuje się dobić do wejście

<Steve> eee! Co jest, ludzie, wpuście nas, kurwa!

Lang: jakiś mężczyzna obok Ciebie przygląda Ci się uważnie.

Steve: nie Ty jeden krzyczysz. Tłum dookoła Ciebie gęstnieje, zaraz stracisz z oczu Langa.

<Steve> eee, Siwy!

* Steve krzyknął w tłum

<Steve> tutaj!

* Steve machą M16 w górze

* Lang patrzył na mężczyznę z bronią opuszczoną wzdłuż uda

Lang: Ty też poznajesz mężczyznę, to Twój stary współpracownik, kierownik jednej z fabryk. Odszedł rok temu, żeby objąć ciepłą państwową posadkę w służbie zdrowia.

* Lang powoli kiwnął głową

Lang: mężczyzna położył Ci rękę na ramieniu. „Proszę iść za mną, jeśli chce pan to przeżyć.”

* Steve przekrzykiwał tłum

<Steve> SIWY, eeee, stary, tutaj!

Steve: Lang chyba Cię ignoruje, jest zajęty mocnym trzymaniem swojej żony, żeby nie porwał jej tłum. No i jakimś obcym facetem.

Rozległy się krzyki spod wejść, poszły salwy z broni palnej prosto w tłum.

<Steve> eee, kurwa, a mój cze

<Steve> kurwaa

* Steve padł na ziemie

<Lang> Jesteś w stanie jej pomóc?

Powietrze zaczyna wypełniać gryzący dym, gaz łzawiący.

„Tak. Nie za darmo, ale ruszajmy natychmiast! Tutaj czeka nas pewna śmierć!”

Mężczyzna nie czekając obrócił się na pięcie i zaczął przeciskać się gdzieś na tyły tłumu.

* Steve wyczołgał się z tłumu i ruszł w stronę Langa, nie zapominając o czeku

* Lang obejrzął się za siebie idąc jak tylko najszybciej sie dało

<Steve> Eeee, gościu, czekaj, gdziee!

Lang, Steve: zatrzymujecie się dopiero w jakimś opuszczonym lombardzie. Panuje w nim półmrok, spora część towarów została zgrabiona, ale przynajmniej ludzie na zewnątrz wydają się go ignorować.

* Steve zobaczył Lang jak wchodzi do budynku i ruszył tam za nim

Lang mocno trzyma Stacy za rękę; co chwilę chce odejśc bez celu w jakimś innym kierunku.

<Steve> O nie kurwa, nie da się tak wydymać, jak ostatnich czarnuch w getcie

* Steve gadał do siebie

* Steve wlazł do środka i od progu rzucił

<Steve> Ej, Siwy, nie taka była umowa!

„Bez ozdobników. Mogę was wprowadzić do szpitala. Nie będzie to jednak ani bezpieczne, ani tanie.”

„Ale alternatywy widzicie na zewnątrz.”

<Lang> WYmień kwotę.

* Lang powiedział chłodno.

Mężczyzna zerknął na Twój neseser. „To będzie gdzieś z milion, co?”

* Lang otarł pot kolejny raz, po czym wyrzucił jedwabną chustkę brudną od potu

<Lang> Kwota, nie mam czasu. Ani ona.

* Lang posadził Stacy na ladzi a sam oparł sie o ścianę

Steve: zauważyłeś jakiś ruch przy wejściu.

„W takim razie milion.”

<Steve> Ktoś tu idzie

<Steve> eee, zaraz – a ja?

<Steve> Panie Siwy

<Steve> Nie podoba mnie się to

<Steve> Nie taka była umowa i plan

obaj k20

<Steve> d20

Steve, (d20) 9.

<Lang> d20

Lang, (d20) 14.

Jakaś zakapturzona sylwetka wystrzeliła spod drzwi jak zwierzę i z rykiem rzuciła się na Steve’a, powalając go na ziemię.

* Lang złapał za pistolet i strzelił trzy razy

Lang: k20

<Lang> d20

Lang, (d20) 6.

Steve: k20-2

<Steve> d20-2

Steve, (d20-2) 0.

Lang: spanikowany strzeliłeś na ślepo kilka razy, któryś pocisk trafił, ale na napastniku chyba nie zrobiło to zbyt wielkiego wrażenia.

Ryknął kolejny raz i zaczął okładać Steve’a, chlaszcząc pazurami na ślepo.

* Lang złapał za krzesło i rzucił sie na postać w kapturze

<Lang> Zostaw go!!

* Steve próbował złapaż za scyzoryk który zawsze nosi za paskiem i dziabnać napastnika

Za którymś razem Steve oberwał pełną pięścią w twarz, zrobiło mu się ciemno przed oczami.

Lang k20, Steve k20-3

<Lang> d20

<Steve> złapać*

Lang, (d20) 11.

<Steve> d20-3

Steve, (d20-3) 13.

Steve: zaślepiony własną krwią dźgnąłeś napastnika, chyba trafiłeś gdzieś w twarz. Lang poprawił, strącając go z ciebie.

Sytuację zakończył wasz rozmówca serią z podniesionego z ziemi M16.

* Steve złapał za M16 i dobił skurwysyna

„Jak widzicie, nie mamy na co czekać. Pieniądze.”

* Lang wsadził pistolet z powrotem za pasek

Steve: nie czujesz się najlepiej, napastnik mocno cię pokiereszował. Na podłodze zauważasz walającą się podręczną apteczkę.

* Steve owinął sobie twarz i rękę bandażem

* Lang otworzył neseser i zabrał karty kredytowe oraz plik studolarówek, resztę rzucił w stronę nowego przewodnika

<Lang> to wiecej niż chciałeś

* Lang podał dłoń Steve’owi

<Lang> Nasz umowa ciągle obowiązuje.

Mężczyzna zerknął do środka i przerzucił szybko pieniądze do podręcznej torby, wyrzucając neseser w róg.

<Steve> No nie wiem

<Lang> Słucham?

„Pół roku temu nadzorowałem remont szpitala Mercy. Wśród elementów do renowacji i odnowy był też stary kanał ściekowy i odpływowy, łączący się z miejską kanalizacją.”

„Ponieważ remont jeszcze nie zakończył się, kanał wciąz jest wystarczająco szeroki, byśmy mogli nim przejść. A ponieważ wie o nim garstka ludzi i nie ma go na nowych mapach, najprawdopodobniej nie jest odcięty.”

<Steve> i pewnie obwarowany na wejściu chorymi świrami!

<Lang> Chyba nie pozostaje nam nic innego

* Lang popatrzył na Stacy

Lang: twoja żona patrzy się na ciebie błagalnie. Krwawi lekko z nosa.

<Lang> Tam w neseserze są cygara, z przyjemnością jedno bym zapalił. To mnie uspokaja.

Neseser leży uboższy o pieniądze w rogu.

„Najbliże wejście do kanalizacji znajduje się na podwórku za tym budynkiem, powinniśmy ruszać.”

* Steve podszedł do okna z tyłu zerknał

* Lang w międzyczasie wydobył chustkę i otarł krwawiący nos Stacy. Popatrzył na nią ale nie znalazł nic pocieszającego do powiedzenia.

Steve: ponure, betonowe podwórko otoczone kamienicami ze wszystkich ston. Na środku widać już otwartą studzienkę kanalizacyjną.

<Lang> ?me wyjął cygara i zodpalił jedno, resztę oferując Steve’owi

* Lang wyjął cygara i zodpalił jedno, resztę oferując Steve’owi

Steve: w samym lobardzie widzisz kilka kijów do golfa, jakiś kij do bejsbola z autografem, na ścianie wisi katana. Jest nawet piła spalinowa, pewnie bez paliwa.

* Steve zważył kij do golfa w dłoni i wsadził go sobie za pas, do ręki wziął M16 i przeładował

* Lang pyknął cygaro ze dwa razy i obrócił w dłoniach

„No, ruszamy.” Mężczyzna chwycił za kij do bejsbola i otworzył drzwi na podwórko, wychodząc pierwszy.

<Lang> Thomas Lang

<Lang> nazywam sie Thomas Lang,a pan?

<Steve> Steve

* Steve wyszedł przez drzwi z gtyłu

<Lang> A więc, Steve, dziękuję, ze pan tu jest

* Lang pomógł isć Stacy

„Daleko jeszcze, skarbie…?”

<Lang> NIe, już niedaleko, zaraz będziemy na miejscu.

Mężczyzna zszedł pierwszy, sprawnie zeskakując po drabince.

Już z daleka czujecie smród z kanalizacji.

* Lang pomógł żonie zejść w dół i sam zszedł zaraz potem

* Steve rozejrzał się na ogródek zza drzwi

Lang: kanał opada stopniowo ku dołowi, skad słyszysz szum.

„Tam w dole znajduje się główny zbiornik ściekowy dla centrum. musimy przedostać się na jego drugą stronę. Stamtąd już niedaleko!”

* Steve włączył latarkę

Steve: widzisz, jak wszyscy Twoi towarzysze stopniowo znikają w kanale. Jesteś ostatni.

* Steve zszedł w dół

Lang: widzisz, jak Stacy zasłania oczy na widok latarki. Sądząc po jej minie, światło jest nie do zniesienia.

<Lang> Niech pan to kieruje gdzie indziej, będę wdzięczny

Rozległ się jakiś krzyk za wami, słyszycie kroki, grupa ludzi biegnie w tym kierunku.

Wasz przewodnik pierwszy ruszył biegiem. „W dół, do zbiornika!”

* Lang pociągnął Stacy za rękę i pobiegł za nim

* Steve świećił pod nogi biegnąć

<Steve> Daleko jeszcze?

* Steve krzyknął do gościa na przedzie

Wpadacie do dużej komory. Huk wpadającej wody ściekowej narasta, wlewa się ona do pomieszczenia z kilku kierunków.

dalej spływa rwącym strumieniem dalej w dół.

Nad zbiornikiem widzicie metalową kładkę, podniesioną. Obok włącznik.

<Steve> Gdzie teraz?

* Steve rozgląda się świecąc latarką

„Na drugą stronę!”

<Lang> Jak?

Lang: zerknąłeś za siebie. Widzisz zbliżające się cienie, ludzie sylwetki. Za nimi… coś większego. Kilka sylwetek zniknąło, jakby poleciało na bok.

* Lang otarł czoło Stacy a potem sobie

* Lang wyszarpnął pistolet zza paska

<Lang> Szybciej

* Steve biegł tak szybko jak mógł

<Lang> Szybciej szybciej szybciej!

Mężczyzna naciska na przycisk, bez powodzenia.

Kładka nie opada.

<Lang> Steve! za Tobą!

„Mechanizm! Mechanizm!”

<Steve> Co, jak?

„Coś się zaklinowało!”

* Steve spojrzał za siebie

do komory wpadli pierwsi zainfekowani, rycząc, biegną z szaleństwem w oczach w waszą stronę.

* Steve podbiegł i kopnał wmechanizm z całej siły

Steve, jak łatwo się domyślić, efekt żaden.

Steve: k20

<Steve> d20

Lang: pierwsi są metry od was…

Steve, (d20) 10.

* Lang starał się mierzyć i oddawać pojedyncze strzały

Lang: k20

<Lang> d20

Lang, (d20) 3.

* Steve oddał dwie salwy i zaczął dłubać przy mechanizmie

* Lang uspokoił się, odetchnął głeboko i wymierzył znów strzelając

Steve: seria położyła kilku biegnących. Widzisz, na czym polega problem, splątane łańcuchy opuszczające kładkę. Zdołałeś częściowo rozwiązać problem jakimś prętem, opadła do kąta ok. 35 stopni…

Lang: ręce ci sie zbyt trzęsą, żebyś coś poradził. Was przewodnik odciągnął Cię w tył, sam zaczął walczyć za pomocą trzymanego w ręce kija.

* Steve próbował dalej roziwązać problem

Steve: k20

<Lang> Daj mi pan ten karabin!

<Steve> d20

Steve, (d20) 9.

* Lang niemal wyrwał karabin z rąk Steve’a

Jest niedobrze. Nie masz pojęcia, co to jest… co to za monstrum… wpadło za pozostałymi zainfekowanymi, roztrącając ich na boki. Dosłownie wyrwało kawał betonu z ziemi i rzuciło nim nad waszymi głowami. Potwór jest wielki, składa się z mostrualnie wyrośniętych mięśni ramion, klatki piersiowej i tułowia. Głowa znika wśród nich.

Lang: k20.

<Lang> d20

Lang, (d20) 20.

* Steve szarpnął mocniej za pręt

Gruz opadł, zaślepiając na chwilę Steve’a.

Steve: k20+2

<Lang> W imię ojca i syna…

<Steve> d20+2

Steve, (d20+2) 12.

Lang: oddałeś strzał swojego życia. Z całej siły docisnąłeś spust, karabin wypluł z siebie serię prosto w oczy monstrum. Młóci łapami na ślepo, odtrącając na boki pozostałych zainfekowanych.

<Lang> Steve! Steve!

* Lang krzyczy

Steve: z jękiem mechanizm zaskoczył, kładka opadła do końca. Jesteś upocony i ledwie mówisz z nerwów.

<Steve> Grzejemy ludzie, grzejemy!

* Lang usłyszął kładkę i rzucił się w jej kierunku niemal wlokąc ze sobą Stacy

* Steve odzyskał swój karabin i osłaniał ucekających salwami, po czym sa przebiegł po kładce

„Tam w górę! Pędzić! Pędzić! POznacie miejsce!”

Wasz przewodnik pogania was na kładce, czekając, aż przebiegniecie na drugą stronę.

* Steve ruszył we wskazanym kierunku

Monstrum znów machnęło łapami na ślepo, niszcząc barierki i podtrzymujące kładkę łańcuchy. Cios wyrzucił mężczyznę gdzieś w ścieki.

Kładka wygięła się bez wsparcia łańcuchów i po chwili zarwała się. Potwór spadł w odmęty brei pod spodem, popłynął dalej, porwany nurtem.

* Lang poganiał Stacy

<Lang> Co u licha…

* Lang wydobył w końcu z siebie

<Steve> Ruszajmy!

Lang: biegniecie kolejną odnogą kanału. Dobiegacie do czegoś, co wygląda jak podziemne skrzyżowanie: jedna z odnóg jest odgrodzona taśmami, walają się worki z cementem, narzędzia murarskie etc.

* Steve drapał się po drabince na powierzchnię

Steve usiłuje wyjśc na powierzchnię wyjściem obok, ale to nie jest najlepszy pomysł. Gdy tylko dopadł do drabinki, z góry spadło kilku zainfekowanych.

* Lang próbował się ogarnąć

* Steve strzelał do nich leżąc na plecach

Jeden zerwał się z pokrywającego kanał szlamu i rzucił się z rykiem na Stacy.

<Lang> Co to było, co to kurwa było…

* Lang wyciągnął pistolet i strzelił

Lang: k20

<Lang> d20

Lang, (d20) 11.

* Steve tez oddał salwę

Stacy stała spanikowana pod ścianą, osłaniając głowę rękami, musiała być przerażona.

<Steve> safe*

Pocisk wystrzelony przez Langa przeszył ramię zainfekowanego, ten dopadł jednak do kobiety.

* Lang rzucił się i walił pistoletem po łbie

* Steve złapał za kij kolfowy i ruszył na ratunek

Rozległ się krzyk, oszalały krzyk, niosący się echem po okolicznych kanałach, gdy Stacy nagle sama rzuciła się na napastnika, drąc go pazurami żywcem.

* Lang dostał na odlew ręką i upadł

Krew zainfekowanego chlustnęła na boki, po chwili kobieta rzuciła się na innego zainfekowanego, scenariusz się powtórzył.

* Lang zdołał tylko odepchnąć się nogami do tyłu pod ścianę

* Lang trzymal wymierzoną przed siebie broń ale kompletnie nei wiedział co robić

<Steve> Ona jest jedną z nich!

* Steve przeładował w pośpiechu M16 i wycelował

<Lang> Stój!

* Lang zebrał sie i wstał biegnąc do Steve’a

<Lang> Stóóóój!

* Steve tempo mu zwolniło, już prawie miał strzeląć

Stacy obróciła się z mordem w oczach i z szeroko rozłożonymi rękami. Paznokcie na jej palcach zaczynają przypominać szpony

* Steve wycelował w łeb Stacy i wystrzelił salwą podpierając ścianę

* Lang dopadł do Steve’a i odepchnał

obaj k20

<Lang> d20

Lang, (d20) 3.

<Steve> s20

<Steve> d20

Steve, (d20) 14.

Lang długo nie miał odwagi tego przyznać, ale seria wystrzelona przez Steve’a najprawdopodobniej uratowała wam życie w tych kanałach.

* Lang wymierzył pistolet w twarz Steve’a

Steve pociągnął za spust, zanim kompan go odepchnął, kule przeleciały przez głowę kobiety na wylot, padła bezwładnie jak szmaciana lalka.

<Lang> Coś Ty kurwa zrobił?!

<Lang> No coś Ty zrobił?!

<Steve> Uratowałem Twoje durne życie!

* Lang ‘owi krew napłynęła do twarzy, głos mu się trząsł

<Lang> To moja żona! Ty skurwielu!

<Steve> złowieku, zdechli bysmy obaj zaraz, gdyby to coś nas dopadło

<Lang> Nie wiesz tego! NIe możesz wiedzieć!

* Lang ‘owi trzęsła się ręka trzymająca pistolet

<Steve> Twoja żona umarła na długo przedtem, pogódź się z tym!

* Lang miał łzy w oczach, patrzył na Steve’a

<Steve> Spójrz na to! No spójrz

<Steve> To Twoja żona tak?

<Steve> To cholerne monstrum?

<Steve> Jej już dawno nie było z nami!

* Lang zacisnął zęby cały czas mierząc do Steve’a

* Lang opuścił broń i powoli ruszył w stronę przejścia, nie oglądając się za siebie

* Steve podniósł kij do golfa i ruszył za nim

Cztery godziny później w szpitalu nad kanałami sierżant piechoty zdał raport dowódcy operacji i cywilnemu lekarzowi z CEDA.

„W miejscu, o którym mówił ten czarny, rzeczywiście znaleźliśmy zwłoki kobiety.”

„Sir, spędziłem dwie tury bojowe w Iraku, ale… czegoś takiego jeszcze nie widziałem.”

„Zwłoki przetransportowano do kostnicy do dalszych niezwłocznych badań, wejście zaplombowano.”

Dowodzący operacją major wstał zza biurka, powoli podszedł do okna, założył ręce za plecami.

„Tych dwóch ewakuować pierwszym możliwym śmigłowcem na dalsze przesłuchania. To wszystko, sierżancie, dziękuję.”

Po wyjściu podwładnego lekarz spojrzał się na starego żołnierza badawczo.

„To potwierdza pozostałe raporty i plotki… chorzy zmieniają się… mutują.”

„Musimy za wszelką cenę utrzymać to w Fairfield. W przeciwnym razie grozi nam utrata całego stanu.”

„A w dalszej perspektywie?”

Dowódca spojrzał się tylko ponuro na lekarza.

Puszka Pandory została otwarta.

FIN

Główne Kategorie

Tawerna (logo)

Jeśli mimo wszystko, po rozważeniu wszystkiego należycie, chcesz do nas dołączyć, zobacz koniecznie: Rekrutacja im. Stanisława Śledzia-Pomyleńca