Krok od Wolności | Log

Erq | Autorski
wersja tekstowa

* Kowalewski momentalnie obrócił się w stronę drzwi

Zobaczyłeś dwie osoby: meżczyznę w białym stroju, prawdopodobnie pacjent, i starszą kobietę – lekarkę

* Kowalewski milczał, uśmiechając się tylko lekko

Kiedy się zbliżyli – wiedziałeś dlaczego mężczyzna wydawał Ci sie znajomy.

<Ferguson> Jakim ośrodku, gdzie?

* Kowalewski westchnął głośno i znacząco

<Kowalewski> Jak stonka na azotox

* PPC80030 patrzył się, zaciekawiony

Ale po chwili przeżyłeś szok.

Mężczyzna był identyczny, jak lustro, nawet paznokcie w ten sam sposób przycięte, fryzura, spojrzenie i blizny.

<Kowalewski> w sensie co, jak ja? ))

* Kowalewski otworzył szerzej oczy

* PPC80030 odwrócił się, spojrzał się zszokowany na pielęgniarkę

Wszystko absolutnie wszystko takie samo.

<PPC80030> O co tu chodzi?

- Panowie, to wielki stres. Postarajcie się opanować oddech i emocje.

* PPC80030 patrzył się to na swoje dłonie, to na Kowalewskiego

* Kowalewski przejechał ręką po twarzy jeszcze raz, nie wiedząc, co o tym myśleć

- Chcieliśmy by panowie się spotkali, to musiało nastąpić. Jest to bardzo trudne do zaakceptowania lecz konieczne.

* PPC80030 spojrzał się na pielęgniarkę

<PPC80030> Ja nie miałem żadnego wypadku, prawda?

* PPC80030 pytał z drżącym głosem

- Nie nie miałeś. Jesteś zdrów.

* Kowalewski pierwszy raz w życiu brakło słów, siedział z otwartymi ustami

<PPC80030> Kim ja jestem?

<PPC80030> Kim ty jesteś?

* PPC80030 zrobił krok naprzód

* Kowalewski usiłował powoli wstać z łóżka

Kowalewski: pamiętasz jak dziś swój wypadek na rowerze, po którym została Ci długa szrama pod lewym kolanem. On miał identyczną.

* Kowalewski zmrużył oczy

<Kowalewski> w jakim języku rozmawiamy? ))

* Kowalewski zsunął nogi na podłogę i bardzo powoli wstał

w płynnym amerykańskim ))

- Panowie, na wszystkie pytania odpowie kapitan Anders. Zostawię Was samych i zawołam kapitana.

Kobieta wyszła z sali zamykając drzwi.

* Kowalewski złapał właśnie równowagę i podszedł bliżej wizytora

* PPC80030 odwrócił się

<Kowalewski> No cóż, wypada się chyba przedstawić

<Kowalewski> Kowalewski

* Kowalewski wyciągnął dłoń

<PPC80030> Spierdalaj

* PPC80030 siadł na krzesełku przy drzwiach

* Kowalewski pokiwał głową z uznaniem

<Kowalewski> na 100% jesteśmy spokrewnieni, widzę podobieństwo

* PPC80030 milczał, patrząc się tępo w drzwi

<Kowalewski> Jeśli czeka Cię los podobny do mojego, to nie martw się

<Kowalewski> niedługo przywykniesz do tego, że absolutnie nic nie ma sensu

* Kowalewski wzruszył ramionami i znowu go coś zabolało

Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła kobieta, około 30-tki, niewątpliwie nieziemskiej urody, ogorzałej wiatrem i słońcem twarzy i upiętych szarych włosach.

* PPC80030 podniósł wzrok

Mundur niewątpliwie amerykański i stopień kapitański ale kamuflaż dosyć niespotykany i to tylko na ramieniu oraz udach.

* Kowalewski usiadł na łóżku i wpatrywał się w nowo przybyłą badawczym wzrokiem

- Kapitan Anders.

Zasalutowała.

<Kowalewski> Porucznik Kowalewski

<Kowalewski> Proszę wybaczyć, nie salutuję bez nakrycia głowy

- Nie będziecie mieli nic przeciw temu jeśli porozmawiamy we czwórkę?

* PPC80030 patrzył w milczeniu na nowo przybyłą

* Kowalewski znowu wzruszył ramionami

<Kowalewski> Wątpię, żeby sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, pani kapitan

Nie czekajac na odpowiedź wzieła z szuflady niewielkiego pilota i po chwili jedna ze ścian rozsunęła sie prezentując oszklone łóżko nad którym wisiały przerózne mechaniczne ramiona, a obok stała lekarka.

- Dziękuję doktor Sapps, proszę zostawić nas samych.

- Oto i pan Ferguson.

* PPC80030 spróbował się podnieść, ale musiał oprzeć się o ścianę

* Kowalewski uśmiechnął się krzywo

<Kowalewski> niezatapialny, po prostu

<Ferguson> O, kogo ja widzę

<Ferguson> Kow

* Ferguson nagle zamilkł i spoglądał raz na Kowalewskiego, a raz na Kowalewskiego

<Kowalewski> Nie zadawaj pytań, serio

<Ferguson> Ale

* Kowalewski pokiwał zrezygnowany głową

<Ferguson> Ty

<Ferguson> Zaraz

* Ferguson przetarł oczy

Pan Ferguson leżał pod oszklonym zadaszeniem podtrzymywany przy życiu przez różne obwody i rury. Nie miał rąk aż do ramion, a przy jednej nodze zostało tylko udo. Drugiej nie było wcale.

<Ferguson> Który to Kowalewski?

* Kowalewski uniósł rękę

<Kowalewski> mogę to udowodnić

* Ferguson był wyraźnie zmieszany, zaniepokojony, zdziwiony i sam nie wiedział co jeszcze

* PPC80030 patrzył zmęczonym wzrokiem na oszklone łóżko

<Kowalewski> jesteś nadętym kutasem, ale sądząc po twoim stanie, pada usunięto Ci razem z rękami

<Kowalewski> wyrazy współczucia

<PPC80030> Czy ktoś mi, kurwa wasza mać, powie co tu się dzieje

Anders czekała cierpliwie z rękami założonymi z tyłu.

<PPC80030> czy będziecie się tak lizać po jajach następną godzinę

* PPC80030 warknął

* Kowalewski odwrócił się do pani kapitan

<Kowalewski> temperament, temperament

<Kowalewski> Odpowiedzi, pani kapitan, odpowiedzi

<Ferguson> Co?

* Ferguson dopiero teraz spojrzał w dół swojego ciałą, krzyknął i zemdlał

- Jestem tu po to by wyposażyć panów w niezbędną wiedzę. Od czego zaczniemy?

<Kowalewski> Od tego, jaka jest dzisiejsza data, pani kapitan

<PPC80030> A skąd ja mam to wiedzieć

W międzyczasie nacisnęla na przycisk przy biodrze i dwóch lekarzy zjawiło sie po minucie by zająć się Fergusonem

* PPC80030 mruknął, patrząc wrogo na wszystkich zebranych

- Nie jesteśmy w stanie tego ustalić. Prowadzimy kalendarz naszej misji w Camp Gate. Nic węcej.

<Kowalewski> i, z całym szacunkiem, gdzie ja się znajduję i jaką organizację tudzież kraj reprezentuje pani, pani doktor i ta placówka

Ferguson: odzyskałeś świadomosć. Dość boleśnie.

* Ferguson łapał powietrze chaustami

<Ferguson> Co, co, gdzie?!

* Ferguson krzyczał

- Znajdujemy sie na terenie Camp Gate w północnym Afganistanie. Reprezentujemy armię stanów zjednoczonych.

<Kowalewski> Mhm

* Kowalewski pokiwał głową

<Ferguson> CO SIE ZE MNA STALO?!

Ferguson: chcąc nei chcąć otrzymałeś zastrzyk ze środka uspokajającego.

<Ferguson> AAAAaaaaaaaaaa

<Ferguson> aaaaaaaaaa

* Ferguson po chwili się błogo uśmiechnął

<Kowalewski> następne pytanie, co stało się mojemu dobremu przyjacielowi Fergusonowi? O ile pamiętam, gdy widziałem go ostatni raz, był bardziej, ekhm

<Kowalewski> kompletny

- Panie Ferguson: żyje pan. Tego się trzymajmy. Przykro mi, ze jest pan w cieżkim stanie, ale ocaliliśmy panu życie.

* Kowalewski mruknął to ostatnie słowo

<Ferguson> I kto Was kurwa prosił?

* Ferguson oddycha ciężko

<Ferguson> jak ja mam tak żyć?!

* Kowalewski poklepał kilka razy w oszklenie otwartą dłonią

<Kowalewski> spokojnie

<Kowalewski> spokojnie

- Kostium, który nosił pan Ferguson zareagował na granat EMP, dosłownie usmażył zawartość.

<Kowalewski> …spokojnie

* Kowalewski skrzywił się

<Ferguson> Nie pamiętam żadnego granatu

- Odzyskaliśmy tyle tkanki i le było w ogóle możliwe.

* PPC80030 zmęczył się opieraniem o ścianę i podsunął sobie krzesełko, po czym ciężko na nie opadł

Kapitan podeszła do szklanego łóżka.

<Kowalewski> Następne pytanie, pani kapitan, chyba najważniejsze, jeśli oczywiście można

<Kowalewski> dlaczego widzę tu siebie samego?

- Zostanie pan wyposażony w wojskowe protezy, to umożliwi panu normalne funkcjonowanie. Ale nie przeszedł pan żadnego z testów psychologicznych dlatego wstrzymaliśmy proces wyposażania.

- JUż odpowiadam.

- Panowie zapewne pamiętają niewielki przedmiot – przedmiot pożądania bardzo wielu ludzi.

Ton miała ostry i surowy, żadnych sentymentów i żadnych emocji.

<~Ictorn> sekundka, neo mi padlo i polecialem))

<Kowalewski> Taki w kształcie, hmmm, srebrnej tulejki?

- Przedmiot, który panowie zgubili i pozostawili uciekając. Mam rację?

- Ten sam panie Kowalewski.

* Kowalewski pokiwał w milczeniu głową

<Kowalewski> O ile mnie pamięć nie myli, przejęła go chyba armia Stanów Zjednoczonych

- Odnaleźliśmy go.

<Kowalewski> albo i Związku Radzieck

* Kowalewski ugryzł się w język

- Ów przedmiot zawierał bardzo prostą informację. Spodziewaliśmy sie źródła energii, zadokowanych danych lub wielu innych rzeczy. Sami poszukiwaliśmy go na tym terenie przez 29 lat.

Pzeszła się po sali w tę i z powrotem.

- kod DNA.

<Kowalewski> wątpię

* Kowalewski mruknął

<Kowalewski> albo przynajmniej poprawialiście to dzieło

- Jako, ze korzystaliśmy wcześniej z technologii umozliwiającej hmm… wysyłanie w teren żołnierzy stworzonych tu, na miejscu…

* Kowalewski pokazał na bliznę pod kolanem

- A mamy informacje, że dwukrotnie natykaliście sie na nasze zwiadowcze patrole pana Dawsona

<Kowalewski> tak, przesympatyczny człowiek

* PPC80030 milczał, wpatrzony w mówiącą panią kapitan

- Czternastu Dawsonów obecnie patroluje Afganistan wraz z załogami.

<Ferguson> Szkoda, że nie żyje

* Ferguson mrugnał

* Ferguson spojrzał na Kowalewskiego i Kowalewskiego

<Ferguson> Jeden nie żyje

- Użyliśmy kodu z tulei. Oto i efekt.

Wskazała na siedzącego pod ścianą PPC80030

<Kowalewski> Dwóch nie żyje

- Oznaczyliśmy zgodnie z dokumentacją: PPC80030. Ale mówimy na niego… Adam.

* PPC80030 przekrzywił głowę

<PPC80030> Mówimy na niego?

<PPC80030> Ty suko!

<Ferguson> Przynajmniej masz wszystkie kończyny, więc się zamknij

* PPC80030 spróbował się zerwać z krzesła

<Kowalewski> Widzę, że ma moją ogładę z kobietami

- Uspokój się Adamie. To nei wszystko.

<Adam> Nie zamierzam być spokojny!

Tu westchnęła i przez chwilę gapiła się w podłogę.

<Adam> Natychmiast mnie stąd wypuśćcie!

<Adam> Jakim prawem-

* Adam rozejrzał się

<Ferguson> Popieram ten postulat!

<Adam> Jakim prawem to wszystko robicie do kurwy nędzy!

<Kowalewski> Rozumiem, pani kapitan, to znaczy nie rozumiem, ale uznajmy, że tak jest

<Kowalewski> ale

<Kowalewski> ja mam poważniejsze pytanie, chyba najważniejsze

<Kowalewski> po co?

- Jakim prawem daliśmy Ci życie?

syknęła

<Kowalewski> jeden z Dawsonów podobno ukrył rzeczoną tulejkę tam, gdzie ją znaleziono

<Adam> Tak, kurwa wasza mać, o to się pytam

<Kowalewski> w zupełnie innych czasach

<Adam> Chyba że ty też jesteś z probówki

- MOgę Ci je odebrać w każdej chwili i za tydzień mieć nowego, identycznego „Adama”

<Ferguson> Człowiek zawsze się lubił bawić w Boga

<Ferguson> a teraz proszę! Mają możliwości

- Cisza!

<Ferguson> więc dopisz sobie resztą sam

<Adam> No, śmiało, strzelaj

* Adam zrobił krok naprzód

<Ferguson> Widzę, że inteligencję też masz po Kowalewskim

<Kowalewski> dwa dni i będziesz kicał jak nowy

- Milczeć, obaj!

* Kowalewski poklepał w oszklenie łóżka Fergusona

<Ferguson> Czy ktoś się kurwa w końcu zlituje i mnie zastrzeli?

* Adam wciąż nie czuł się na siłach, krzyki zmęczyły go i musiał oprzeć się o poręcz łóżka

* Ferguson miał bardzo poważną minę gdy to mówił

- Zamilcz, Ferguson, w moich rękach jest decyzja czy protezy warte mnóstwo pieniędzy mają trafić do Ciebie.

- A Ty KOwalewski, zdaje sie, że w sytuacji stresującej nie myślisz wyraźnie.

<Kowalewski> zazwyczaj tylko udaję idiotę, pani kapitan

<Kowalewski> Ale wciąż

<Kowalewski> po co to wszystko?

- Temu tutaj Adamowi nie zaaplikowaliśmy żadnych wspomnień. Nie zdecydowaliśmy jeszcze kim chcemy by był.

- A teraz posłuchaj uważnie.

* Adam uśmiechnął się do swoich myśli, po czym usiadł w ciszy na łóżku i zaczął słuchać

- Twoje wspomnienia wydają się prawdziwe, co? Wstąpienie do wojska, narzeczona, dziadek?

Gapiła się na Kowalewskiego bez wyrazu.

- Obudź sie, ktoś tej tulei użył wcześniej. I bądź w końcu dorosły.

- Jesteś takim samym pieprzonym klonem jak i on.

* Kowalewski zdał sobie sprawę z implikacji tych słów i mina mu zrzedła

<Kowalewski> …kurwa

Parsknęła i odwróciła wzrok.

* Kowalewski ukrył twarz w dłoniach

- Czy teraz ktoś wysłucha mnie do końca, bez zadawania durnych pytań i pokazywania jakim to on nie jest wyjątkowym indywiduum?

* Kowalewski milczał

* Adam gestem wskazał, że nie ma nic przeciwko

- Znajdujemy się w CAmp Gate założonym w Afganistanie w roku 2027 przez armię stanów zjednoczonych.

- Znajdujemy się tu jako obóz od 39 lat. Niektórzy znas urodzili sie tu, inni zmarli.

- Chroni nas masyw górski i system jaskiń.

- „Kiedyś” w Afganistanie zdarzyła się jakaś eksplozja, Nie znamy jej natury jak i przyczyn.

- To co się zdarza tutaj nazwaliśmy Gate, bo w okeślonych granicami miejscach zdarzają się anomalie związane z polem magnetycznym i grawitacją.

- KOmpletnie nad tym nie panujemy i nie mamy technologii przewidującej te zdarzenia lub znającej ich naturę.

- Możecie wyjść na zewnątrz i spotkać kolumnę transportową z ZSRR z roku 1979 a równie dobrze oddziały Wam znane z roku 2011.

- Nie ma absolutnie żadnej pewności, ze anomalia oznacza przyszłość lub przeszłość

* Kowalewski bardzo powoli kiwa głową, milczy z bardzo ponurą miną

- Natknęliście się na zwiad Dawsona, który zaczęliśmy wysyłać od roku 2032.

- Teoetycznei możliwe jest, ze natkniecie się na legiony rzymskie.

* Kowalewski żuł w ustach solidną wiązankę przekleństw i serdecznych życzeń

- Pewne i sprawdzone przez nas jest, że po przejściu przez tzw Gate nie maśladu po Was. Nic, nawet odcisku stopy w piachu.

- Wielu z naszych zginęło.

<Ferguson> Jak to wysyłać do roku 2032? Ponoć nie wicie gdzie anomalia wyleci?

- Nie wiemy, to prawda. Wiemy tylko, że ktoś szukał/szuka tej tulei z danymi Adama.

- I to są oddziały daleko wyprzedzające nasze czasy.

<Ferguson> To jest wymiajająca odpowiedź

<Ferguson> Nie mówi się nam całej prawdy

- To jest wszystko co mamy, Jedyne co jesteśmy w stanie zrobić to po analizie pola magnetycznego a także natężenia grawitacji przewidzieć siłę i miejsce występowania anomalii.

<Kowalewski> Wiecie doskonale, kto jej szuka

* Kowalewski powiedział zdecydowanym tonem

- Nie wiemy.

- Nie wiemy kto to jest, kim jest,w iemy tylko, ze dysponuje technologią daleko wyprzedzającą naszą.

* Adam westchnął

<Ferguson> To jakim cudem wysyłacie zwiady w dany rok, skoro nie jesteście w stanie tego kontrolować? Nawet nie macie pojęcia gdzie prowadzi wyjście?

- Wysyłamy je na ślepo.

<Kowalewski> skąd więc wiedziało to dwóch Dawsonów w dwóch różnych latach?

Przyznała z westchnieniem.

* Ferguson stukał w myślach nogą o posadzkę

* Kowalewski spojrzał porozumiewawczo na Fergusona

<Adam> Czy oni chociaż wiedzą, co robią?

- Wiedzieli gdzie są. Wiedzieli kiedy są. Natomiast nie wiedzieli gdzie trafią

<Adam> Pewnie obiecaliście im niezłą emeryturę mundurowych, że tak sobie skaczą dla sportu

* Adam warknął

<Kowalewski> Przynajmniej jeden wiedział całkiem nieźle, kto za nim gania, pani kapitan

* Kowalewski pod wpływem adrenaliny odzyskiwał dawną butę

- Moł zebrać informacje, nie udało mu się jednak ich przekazać nam.

<Ferguson> Na śleo do 2032?

* Ferguson kiwa głową

<Ferguson> o jakie są kurwa szanse, że traficie, co?

- To nieco skomplikowane, ale wyjaśnię

- Pewne… interwały powiązane są ściśle z mającymi miejsce konfliktami zbrojnymi na terenach tych ziem.

- Zazwyczaj trafiamy do któregoś z nich.

<Ferguson> a ponoć kompletnie nad tym nie panujecie

- Zauważcie, ze dla nas może to być rok 2066, a poza Gate jest 1980

- To gdzie trafimy wchodząc w anomalie to loteria.

<Kowalewski> Wciąż, całkiem niezły rozrzut

<Kowalewski> od dwudziestego pierwszego wieku

- Jest jeszcze jedna informacja.

* Ferguson gapił się zmieszany

<Kowalewski> po czasy Aleksandra Wielkiego i wcześniej…

* Kowalewski zastanowił się

<Ferguson> Kompletnie nic nie pojmuję w tym momencie

<Ferguson> Ale przynajmniej nie jestem klnoem

<Kowalewski> Zamknij się

* Ferguson pocieszał się tą myślę, łudził się, że to mu pomoże

- Zdarzało się, że trafialiśmy na aktywność kogoś z przyszłosci, a tak identyfikujemy ludzi w kombinezonach, azjatów.

- Ale jeszcze nigdy, powtarzam nigdy nie użyli takiej jednostki jak ta, przy której was znaleźliśmy.

Na ekranie wyświetliła mapę z zaznaczeniem linii, które wyznaczały tzw Gate, czyli obszar, w którym występują anomalie.

* Kowalewski przyjrzał się bliżej

Zajmowała prawie cały Afganistan.

<Kowalewski> Ta jednostka miała nazwę, pani kapitan

<Ferguson> i cholerne problemu ze sterowaniem

<Kowalewski> Pięknie, po prostu pięknie

<Kowalewski> następne pytanie

<Kowalewski> co dalej?

- Nie odpowiem. Jesteśmy jednostką w dużej mierze badawczą. Nadal nie wiemy kto dokładnie jest naszym wrogiem. Nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Dziesięciolecia zajęło nam uzyskanie tych przekazanych przed chwilą informacji.

<Ferguson> Jak miło, że się tym dzielicie z nami

<Adam> Biorąc pod uwagę waszą wspaniałomyślną postawę do tej pory

<Ferguson> Czym sobie zasłużylismy?

<Adam> robicie to dlatego, że jesteście dobrymi chrześcijanami?

* Adam parsknął

<Ferguson> Muzułmanami

<Ferguson> Nie zapominaj gdzie jesteśmy

<Kowalewski> Pomijając oczywiście to

<Ferguson> Islam jeszcze żyje, co?

<Kowalewski> że teraz powinniśmy się podzielić własnymi danymi

<Kowalewski> jak każdy dobry kurwa go mać klon, prawda?

<Ferguson> w 2066

* Kowalewski skrzywił się

<Ferguson> a co się stało z prawdziwym Kowalewskim?

* Adam westchnął

<Ferguson> Tak pytam, ciekawość, wie Pani Kapitan

<Adam> Czy ty w ogóle słuchałeś?

<Ferguson> No nie mam nic lepszego do roboty, prawda?

* Adam odwrócił się do Kowalewskiego

* Ferguson chętnie w tym momencie by pomachał nogą, ale tylko cicho westchnął

<Adam> Skąd go wytrzasnąłeś, na Boga

<Ferguson> Bóg tym razem chyba nie maczał w tym palców

<Ferguson> Jakby się tak na tym zastanowić, to może wcale

- Nie dzielę się tymi informacjami z litości. Zostaliśmy wybrani spośród najlepszych współczesnych naukowców, WIedzieliśmy zakładając Camp Gate, ze nie ma powrotu.

<Ferguson> Kto wie Adam, może to Ty jesteś ten pierwszy człowiek?

<Ferguson> Pomyśl

* Kowalewski spojrzał na Adama z miną „znam ten ból aż za dobrze”

<Ferguson> podróże w czasie, anomalie, roboty zabójcy

<Kowalewski> przysięgam, że sam go sobie nie wybrałem

<Ferguson> ciekawe czasy

<Kowalewski> kurwa, klon

* Kowalewski znowu ukrył twarz w dłoniach

<Adam> I uznaliście, że klony też będą chciały czynić dobro i szerzyć pokój w imię misji nauki?

<Adam> Skurwysyny

<Ferguson> w imię Allaha!

* Adam żachnął się

<Kowalewski> Zamknij się

* Kowalewski warknął na Fergusona

Pokręciła tylko głową.

* Ferguson zaśmiał się, ale po chwili przestał, bo go straszny ból złapał

<Ferguson> Mam pytanie

Złapała za krótkofalówkę gdy rozległo sie wezwanie. Ktoś szorstko podał dwa kody i zamilkła.

- Cholera.

- Kowalewski – będziesz w stanie poprowadzić zwiad?

<Kowalewski> Zdaje się, że nie do końca mam wybór

* Kowalewski wyprostował się

<Kowalewski> To propozycja czy potencjalny rozkaz?

- Weź się w garść. Tutaj jesteśmy jednym oddziałem.

<Kowalewski> Oczywiście

- Poza tym masz siebie na wypadek jakby Ci się nie udało.

<Adam> Ta, my i te pierdolone klony

* Adam mruknął

* Kowalewski przeżuł kolejne przekleństwo

<~Ictorn> [ znowu NEO, moment :| ]

<Kowalewski> Adam, Adam

- Ferguson, wychodzisz z akwarium. ALe najpierw czeka Cię bardzo bolesna godzina. Radzę się przygotować.

<Kowalewski> co to za idiotyczne imię?

* Kowalewski pokręcił głową, patrząc na swojego klona

* Adam wzruszył ramionami

<Kowalewski> Przyszłość jest naprawdę mało kreatywna

<Adam> Kowalewski ?

<Adam> Jak ty to w ogóle wymawiasz?

<Kowalewski> nie wymawiam

* Adam prawie złamał sobie język

- Panowie, jeden z patroli Dawsona wrócił przez anomalię. Radzę się przygotować do wyjscia.

<Kowalewski> Oczywiście, już idę… w szpitalnych ciuchach

<Adam> chtr))

Tym razem się uśmiechnęła. Zapraszam za mną, chyba, ze chcecie się wsłuchać we wrzaski waszego kolegi.

<Kowalewski> Brzmi co najmniej kusząco

* Adam spojrzał na nią zrezygnowany

<Adam> Wolę marchewkę

* Kowalewski podał rękę własnemu klonowi

<Kowalewski> zrywaj się

* Adam podniósł się ciężko

<Adam> Dzięki

Przy zaszklonym łóżku Fergusona zaczęli gromadzić sie lekarze w maskach, światło zmieniło się na operacyjne, blade i niebieskawe.

* Kowalewski podszedł do pani kapitan i uniósł dłoń

<Kowalewski> chciałbym wiedzieć jedną, jedyną

<Kowalewski> kurwa

<Ferguson> W końcu zaznam spokój

<Kowalewski> rzecz

- Tak?

<Kowalewski> które z moich wspomnień… są prawdziwe

* Kowalewski spojrzał na nią bardzo ponuro

- To nie pamięć komputerowa. Być może wszystkie, a być może żadne.

- Myśmy pana nie … stworzyli.

<Adam> No no, produkt konkurencji

<Adam> Pamiętaj, w serwisie tutaj stracisz gwarancję

* Adam mruknął, krzywiąc się

* Kowalewski dopiero po chwili pojął wnioski wynikające z TYCH słów

* Kowalewski stał z rozdziawioną mordą jak wryty

- Za mną.

Prowadziła Was pustymi korytarzami, podświetlanymi z posadzki. Po chwili rozległ się nieludzki wrzask Fergusona.

Minęło ok 45 minut, znaleźliście sie na zewnątrz, pod baldachimem z siatki maskującej, gdzie stały skrzynie z bronią, umundurowaniem i amunicją. Dzień był ciepły i wietrzny.

Umundurowanie jest nieco inne, jak i wzory mundurów i kamizelek, hełmów, nawet obuwia, ale mimo to jest to co powinno byc i pasuje niemal idealnie. Co do broni – odbiegają wzornictwem, ale można rozpoznać co jest co.

* Adam podszedł do Kowalewskiego

<Adam> Można na słowo?

Po około kwadransie z jaskiń wyszedł na niewielki piaszczysty placyk Ferguson.

Spod białych szpitalnych ubrań wystawały protezy wyglądające jak nagie, czerwone wiązki tkanki mięśniowej, bezgłośne i lekkie. Był oszołomiony i blady.

* Kowalewski upychał kolejny magazynek w ładownicy na kamizelce

<Adam> fuck, nie zwrocilem uwagi na, sorry ))

<Adam> Kowalewski, chodź na momencik

* Adam skinął głową

<Kowalewski> Nie oszczędzać na amunicji! W razie kontaktu i tak pewnie będziemy w głębokiej dupie, siła ognia to nasza jedyna nadzieja

* Ferguson spojrzał po sobie

* Kowalewski spojrzał jeszcze raz nieufnie przez egzotycznie wyglądający celownik i zdurniał, gdy na drugim końcu ujrzał Fergusona

<Kowalewski> eee, ekhm, jasne, już

* Kowalewski w milczeniu podszedł do Adama

Anders zjawiła się w chwilę później.

- Za kwadrans wyruszacie. Znamy pozycję Dawsona.

* Adam przerwał rozmowę, po czym wrócił do kompletowania ekwipunku

<Ferguson> Co… to… jest?

* Kowalewski dyskretnie obserwował Fergusona, bawiąc się magazynkiem do pistoletu

* Ferguson z przerażeniem obserwował coś, co miał zamiast rąk

Ferguson: protezy reagują odruchowo ale przyzwyczajenia wymaga wrażenie dotyku, które nie ejst tym co pamiętasz.

* Ferguson nieśmiało dotknął palcami swojej twarzy, potem czubka głowy

<Kowalewski> niewiarygodne

<Kowalewski> tyle lat i US Army wciąż trzyma się wariacji M16

* Kowalewski sprawdzał wyważenie broni i działanie przełączników

<Ferguson> Sprawdź, może strzela laserami

* Ferguson na chwilę wrócił do siebie

<Ferguson> Ja tu mam większe zmartwienia, zostałem pierdolonym cyborgiem!

<Kowalewski> ale zachowałeś urok osobisty i czarującą osobowość

* Ferguson odwrócił się w stronę kapitan, zdezorientowany, zły

* Kowalewski spojrzał na kapitan

<Ferguson> Nie prosiłem o wasze zawszone protezy!

<Kowalewski> Pani idzie z nami, ekhm, ma’am?

<Ferguson> Co Wyście ze mną zrobili?!

* Ferguson padł na kolana zrezygnowany

- Mają określony czas zasilania.

* Ferguson przez chwilę jeszcze wpatrywał się tępo w swoje dłonie

* Adam zważył pistolet w dłoni

- Jeśli baterie sie wyczerpią pozostaniesz bezużytecznym adłubem. Korzystaj więc z życia.

<Adam> Poręczny ten sprzęt, pani kapitan

<Adam> Dołączy pani do nas?

* Adam podszedł do dowodzącej

* Ferguson siadł, oparł się o skrzynie

- Według regulaminu Camp Gate jestem najwyższa stpniem, nie mogę opuścić terenu obozu.

<Ferguson> Więc równie dobrze możecie mnie zastrzelić tu i teraz

- Weź się w garść człowieku.

* Adam zatrzymał się obok, po czym spojrzał na Kowalewskiego

<Ferguson> Na jaką cholerę mi ręcę na baterie, kobieto!

<Ferguson> Czy ja o to prosiłem?

<Ferguson> NIE

* Kowalewski piąty raz sprawdzał łączność

<Adam> Cóż, bracie, miło było

* Kowalewski szerzej otworzył oczy

<Kowalewski> co?

<Kowalewski> nie

<Kowalewski> nie, nie, ni

* Adam odbezpieczył pistolet, po czym szybkim ruchem wykręcił rękę kapitan i przystawił jej pistolet do głowy

<Adam> Odłożyć broń, kurwa wasza mać!

<Kowalewski> kurwa

<Kowalewski> nie! nie!

* Kowalewski sam nie wiedział, co robić

Kapitan opanowała emocje ale widać było, że się wystraszyła.

<Adam> Pierdolony klon, co?

<Ferguson> Kowalewski, Twojemu bliźniokowi odjebało

* Adam uśmiechnął się

<Adam> A teraz pójdziemy spokojnie

<Kowalewski> No co ja mam kurwa zrobić? Zastrzelić siebie samego?

<Adam> Do najbliższego pojazdu

<Kowalewski> Uspokój się

<Adam> I grzecznie sobie stąd pojedziemy

* Kowalewski usiłował uspokoić Adama

<Adam> Ja jestem bardzo, ale to bardzo spokojny

* Adam uśmiechnął się

<Kowalewski> Dokąd pojedziesz? do Aleksanda Macedońskiego?

<Adam> Twoje geny, pamiętasz?

<Adam> Być może

<Adam> Gdzieś gdzie nie będę słuchał takich suk jak ona

* Ferguson sam nie wiedziec czemu wstał

W okół technicy wstawali, odsuwali się, wszyscy w milczeniu

* Kowalewski szedł powoli za Adamem

* Adam krok po kroku szedł do łazika obok

<Kowalewski> poczekaj, to jest kurwa idiotyczne

* Adam wykręcił jeszcze mocniej rękę kapitan

<Adam> Co jest idiotyczne?

* Ferguson odruchowi wysunął ostrze z ramion, czym sam się zdziwił

Westchnęła tylko, a dłonią uspokajała ludzi wokół

<Adam> To, że dajesz się szlachtować za takich skurwysynów?

<Ferguson> O, zobacz

* Ferguson zaśmiał się

<Ferguson> niesłychane

<Adam> Za kogo oni cię mają, co?

<Adam> Za probówkę

<Kowalewski> Bo ona wie o wiele więcej, niż mówi

<Adam> Za pierdoloną zdobycz wojenną

* Adam uśmiechnął się bardzo szeroko

<Adam> Oj, bracie

<Adam> Wiem

<Kowalewski> I wolę uznać, że bez niej nie ustalę

<Kowalewski> skąd KURWA się tu wziąłem

* Adam mrugnął okiem

<Ferguson> Fajne!

<Adam> Zostawię ci kawałek

* Adam stanął obok łazika

<Kowalewski> Więc jeśli jesteś w połowie taki, jak ja

* Ferguson uśmiechał się oglądając ostrza, ale po chwili spojrzał na Adam i spowazniał

<Ferguson> E, ty Tam

<Ferguson> klon

<Kowalewski> to wiesz, DO KURWY NĘDZY

<Kowalewski> że ci nie pozwolę opuścić tego miejsca

<Ferguson> Mam popozycję

<Kowalewski> a już na pewno nie z panią kapitan

* Adam spojrzał na Fergusona

<Adam> Szybko

<Ferguson> Ty ją puścisz, a ja nie wypróbuję tego czegoś, co mi własnie wyrosło

* Ferguson pokazywał na ostrza

<Ferguson> Umowa stoi?

* Adam pokręcił głową

<Adam> To nie tak działa, mój drogi

* Adam odwrócił się do Kowalewskiego

<Ferguson> Ale to proste działanie

<Adam> Powiedz mu, żeby nie wariował

<Adam> Bo stracisz panią kapitan

<Adam> tu i teraz

* Ferguson w tym momencie ruszył w stronę Adama

* Adam strzelił w Fergusona

* Ferguson odruchowo zasłonił się ostrzami

adam, Ferguson: k20 (im mniej tym super)

<Adam> d20

Adam, (d20) 8.

* Kowalewski stał zgłupiały

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 5.

* Kowalewski w końcu podjął decyzję i podniósł broń, po czym wycelował ją we własnego klona

Adam: Strzeliłeś i to celnie, ale nowe zabawki Fergusona zareagowały błyskawicznie nim nawet on sam zdążył się zasłonić, pocisk odbił sie od czarnych, tępo zakończonych ostrzy

<Kowalewski> Puść ją kurwa! Puść ją!

* Adam pchnął kapitan w kierunku szarżującego Fergusona i rzucił się do łazika

* Kowalewski wyrwał przed siebie i rzucił się na Adama

* Ferguson doskoczył do Adama, zacisnął pięść i uderzył go górną cześcią na odlew

* Adam strzelał na oślep w kierunku biegnących

Adam/Kowalewski: d20

Erq, (d20) 1.

:D ))

<Adam> lolololol ))

<Adam> d20

<Kowalewski> jaskier rzucił za mnie ))

Adam, (d20) 2.

<Kowalewski> d20

Kowalewski, (d20) 13.

<Kowalewski> wciąz wyżej niż 1! wygrałem :D ))

Adam działał bez emocji, sprawnie i szybko, owalewski dopadł jedynie ram łazika i chwycił gdy ten ruszał powodując chmurę kurzu

* Adam wcisnął gaz do dechy i jechał byle dalej, pistolet zabezpieczył i schował za pas

* Kowalewski puścił, turlając się prosto w kurz, usiłował się zerwać, wymierzyć i strzelać po kołach łazika z broni długiej

Dopiero teraz kapitan darła się do krótkofalówki a technicy rozpierzchli się przed pędzącym łazikiem. Kowalewski odturlał sie przed stopę rozebranego niemal na części Banshee.

Ferguson: k20

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 4.

* Kowalewski skrzywił się na wspomnienie Banshee

Adam: prawie sie zadławiłeś gdy pięść protezy przebiła przednią szybę, nie widzisz co przed Tobą.

Adam: k20

<Adam> d20

Adam, (d20) 7.

<Adam> Ja pier-

Wymanewrowałeś, jakieś wzniesienie, pochylnia czy rów, łazik ostro podskoczył, Fergusona przerzuciło na tył,a le uczepił sie pojazdu, zdaje sie, że wjechałeś w jakiś stół pod baldachimem

* Adam próbował kręcić to w prawo to w lewo, by zrzucić Fergusona

<Kowalewski> Brać go! kurwa!

* Kowalewski wskoczył do kolejnego łazika bez pytania o zgodę i ruszył za Adamem i Fergusonem

<Ferguson> STOJ!

* Ferguson złapał się za poręcz, próbował wciągnać do środka

ferguson: wszedłeś między poręcze łazika, trzymasz się dzielnie.

<Adam> Nie zamierzam skończyć jak ty!

* Adam wyciągnął pistolet i odbezpieczył, po czym próbował oddać kilka strzałów do Fergusona

Kowalewski: ruszyłeś prostą drogą, wymijajac ganiajacych po placu ludzi, ktoś zaczął strzelać, jednak nie wiadomo skad i do kogo

* Ferguson próbował złapać Adam za i wyrzucić go z pojazdu

<Ferguson> A myślisz, że kurwa się o to prosiłem?!

<Ferguson> GOWNO WIESZ!

* Kowalewski był za bardzo zaaferowany sytuacją, by rozglądać się za strzałami

* Ferguson przekrzykiwał sie z powietrzem

<Adam> Wiem tyle, że nie zginę za jakichś popaprańców

<Ferguson> złapać Adama za ramię *

MNiejsze mechy, odsuwały sie właśnie z drogi, Adam nieomal w jednego wjechał.

* Kowalewski wyjechał zza zakrętu

<Kowalewski> okurw…

Mech

Ferguson: k20

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 7.

* Kowalewski dał po hamulcach

Ferguson: założyłeś Adamowi ramię na szyję, a ten ledwo wymija spore jednostki bojowe zgromadzone na placu

* Ferguson złapał mocniej, pociągnał do siebie chcąc go usunąc z fotela kierowcy

* Adam sięgnął po nóż przy pasie i pchnął do tyłu z całej siły

* Kowalewski dopiero po chwili jakoś ostrożniej ruszył za nimi

<Kowalewski> jest w wozie jakieś radio? ))

Kowalewski: przez chwilę jechałeś na dwóch prawych kołach, teraz jesteś pół metra za nimi

Adam: k20

<Adam> d20

Adam, (d20) 10.

Adam: trzyma mocno i uchylił się ale drasnąłeś, wystarczyło by syknął i poluzował uchwyt.

* Adam skręcił ostro w prawo, tak by wyrzuciło Fergusona z łazika

Adam: k20

<Adam> d20

Adam, (d20) 4.

* Ferguson próbował wyrwać drugą ręką całe siedzenie razem z Adamem

* Erq na chwilę rzeczywistość zwolniła – łazik ostro skręcił, Ferguson lewitował w powietrzu siłą odśrodkową, wozem zarzuciło, wjechał na podest, wystrzelił w powietrze.

Ferguson: k20

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 9.

* Kowalewski zaklnął i docisnął pedał gazu, jadąc za Adamem

chwyciłeś,a le o centymetr za daleko była najbliższa ryra za siedzeniami. Zacisnąłeś powietrze w pięści.

Kowalewski: k20

<Kowalewski> d20

Kowalewski, (d20) 2.

<Adam> motherofgod.jpg ))

To chyba szczęście, wyskoczyłeś na pochylni wcześniej i spadajac uderzyłeś w tył łazika Adama, na Twoją maskę spadł oszołomiony Ferguson

Adam: rzuciło, straciłeś panowanie, wypadłeś zza krzaków. Pod nimi nie było podłoża…

* Adam przeklął

<Adam> przeklnął* ))

* Ferguson zrobił spore wgniecenie, lekko oszołomiony

<Ferguson> GAZU!

* Ferguson machał do Kowalewskiego

<Kowalewski> Trzymaj się kurwa!

* Kowalewski dał po hamulcach

Łazik bezwładnie szybował w dół rzeki, za nim z wyrwaną ziemią i kamieniami szybował łazik Kowalewskiego, z uczepionym Fergusonem

* Ferguson kucnał na masce (tak, żeby nie zasłaniać Kowalewskiemu widoku, wysunął ostrza

wszyscy k20

<Adam> d20

Adam, (d20) 17.

<Adam> ochuj ))

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 14.

<Kowalewski> d20

Kowalewski, (d20) 19.

Spotkanie z kamienistą rzeką zaskutkowało głośnym chrzęstem blachy, a potem eksplozją i chłodny, głębokim nurtem.

Pierwsza na kamienistym, błotnistym brzegu pojawiła się głowa Fergusona. Dalej jego sztuczna ręka do tej pory bezwiednie trzymająca poskręcaną rurę znad siedzenia.

Majaczące w dali przy brzegu ciała były nieruchome. Ferguson zaczerpnął powietrza i zakaszlał plując wodą i błotem.

<Ferguson> Kurwa

* Ferguson pluje piaskiem, kamieniami i błotem

* Adam próbował się podnieść

Adam: rozwalone czoło krwawi i boli jak jasna cholera

* Adam próbował wymacać pistolet przy pasie, klnąc na czym świat stoi

Adam: pistolet przepadł w odmętach rzeki

* Ferguson wstał, zobaczył zamiast ręki tylko wystające przewody i metalowy szkielet

<Ferguson> KURWA

<Ferguson> nowa ręką

* Ferguson rozejrzał się

* Adam podniósł się i charcząc, ruszył w dół rzeki

Ferguson: widzisz dwa ciała, jedno wciąż podmywa woda

* Kowalewski chwycił go za nogę, ledwie przytomny

<Kowalewski> nigdzie… kurwa… nie idziesz

Ferguson: jeden się podniósł chwiejnie i ruszył przed siebie.

* Adam kopnął

<Adam> Nie ty o tym decydujesz

Kowalewski: kopnięcie raczej sie nie udało, Adam wywalił sie jak długi

<Ferguson> a niech idzie w cholerę!

* Adam zaczął kaszleć

* Ferguson pomógł wstać Kowalewskiemu

<Ferguson> I zdechnie sam

* Adam podniósł się i szedł chwiejnie dalej

<Kowalewski> Nie tak łatwo

Co ciekawe, ze wzgórza na którym stały wcześniej maszty CAmp Gate nie było nic widać, zupełnie jakby nigdy nie istniał.

* Kowalewski nawet się nie otrzepał, rzucił się na Adama, wykręcił mu rękę

<Kowalewski> stój kurwa!

* Adam próbował uskoczyć

<Kowalewski> Pomyśl, idioto!

<Kowalewski> O ilu rzeczach urocza pani kurwa jej mać kapitan ci NIE powiedziała?!

<Kowalewski> dlaczego NIE masz żadnych wybranych wspomnień?!

<Adam> Żadna z nich mnie nie obchodzi

<Ferguson> Co TY się tak nim przejmujesz

<Ferguson> to nawet Twój brat nie jest

<Ferguson> chociaż wygląda tak samo durno jak Ty

<Adam> Mam w dupie ciebie, panią kapitan i cały ten wasz cyrk

* Ferguson podniósł swoją rękę i mimo wszystko smutno spojrzał

<Adam> A teraz możesz iść za mną albo tu zostać aż cię znajdzie Aleksander

<Adam> albo inny zdobywca właściwy tym czasom

<Ferguson> Ledwo się nie zdąrzyłem do niej przyzwyczaić, a już kurwa straciłem!

* Kowalewski spojrzał na Fergusona, potem na Adama, potem znowu na Fergusona

<Kowalewski> Ferguson

* Ferguson przykładał sobie rękę w oderwane miejsce, próbował jakoś naprawić…

<Kowalewski> Jak ty do kurwy nędzy masz na imię?!

* Adam szarpnął i wyrwał się, po czym ruszył w milczeniu przed siebie

* Kowalewski jeszcze raz spojrzał na obu

<Kowalewski> wiesz co, chuj z nim

<Ferguson> Teraz możesz mi mówić Robo

<Kowalewski> Robo…

* Kowalewski mimo wszystko parsknął śmiechem

Krajobraz rozpościerał sie piękny: czerwonawe skały, żółtawe skały i brunatne skały na płaskowyżu po sam horyzont.

* Ferguson zaśmiał się cicho, ale zamilkł po chwili i dalej próbował przyczepić swoją rękę

* Adam kucnął przy strumyczku i, zdjąwszy koszulę, zmoczył ją i narzucił na łeb, do kasku zaś nabrał wody

<Kowalewski> I jak daleko tak pójdziesz?!

* Adam obmył sobie twarz po czym nabrał jeszcze trochę i znów ruszył dalej

<Kowalewski> Bez jakiegokolwiek wyszkolenia?!

<Adam> Mam to w dupie

* Kowalewski odwrócił się do Fergusona

<Adam> Zresztą co ciebie to obchodzi

Ferguson: nie naprawisz tego plastrem. Została Ci prawa.

Ręka

<Adam> Chciałeś pani kapitan, wracaj po nią sobie

<Adam> Mi już przeszkodziłeś, masz co chciałeś

* Kowalewski zaczął podejrzewać, że to nie będzie takie łatwe

<Ferguson> Ja pierdolę

* Adam warknął po czym ruszył przed siebie

* Ferguson rzucił ręką o piach

<Ferguson> to wszystko Twoja wina!

<Kowalewski> Jego

* Kowalewski na wszelki wypadek pokazał na Adama

* Ferguson wstał zdenerwowany, ruszył w stronę Adama wyciągając ostrze w prawej ręcę

* Adam szedł dalej, zobojętniały

* Ferguson gdy był w odpowiedniej odległości machnał ostrzem przez plecy

* Kowalewski chcąc nie chcąc zabrał broń i spróbował wywołać kogoś przez swoje radio

Ferguson, Adam k20

<Ferguson> d20

Ferguson, (d20) 13.

<Adam> d20

Adam, (d20) 10.

Ferguson: nie zawsze proteza będzie oznaczała przewagę, uderzyłeś ale przeciwnik uchylił się z łatwością a Ciebie zarzuciło w bbok

<Adam> Masz na co zapracowałeś

<Kowalewski> …czy jest tam kto?! Odbiór!

<Adam> Trzeba było nie rzucać się na mnie jak oszalały

* Kowalewski krzyczy do mikrofonu

* Adam mruknął, idąc dalej

Kowalewski: odpowiedzały Ci tylko trzaski

* Ferguson wkurwił się, zrobił drugi zamach

* Kowalewski przeskakuje między kanałami

* Adam odrzucił kask i wymierzył cios w twarz Fergusona

Kowalewski: niestety pustka, żadna częstotliwość nie odpowiada, w oddali widzisz jak Ferguson i Adam przerzucają sie po piachu

Adam, Ferguson k20

<Ferguson> d20

<Adam> d20

Ferguson, (d20) 9.

Adam, (d20) 13.

Ferguson: tym razem ciąłeś przez ubranie i skórę, Adam zatoczył sie i upadł na bok

* Kowalewski pokręcił głową

<Kowalewski> Stop

<Kowalewski> kurwa! Przestać!

<Kowalewski> Ty!

* Kowalewski pokazał na Fergusona

* Ferguson przydeptał nogą Adama i przystawił mu ostrze do gardła

* Adam chwycił piach w garść i cisnął w twarz Fergusona

<Kowalewski> powodzenia w przyczepianiu tego samodzielnie

* Kowalewski zdał sobie sprawę z tego, że gada do ścianyt

<Ferguson> Masz jeszcze coś do dodania kaleko?

<Kowalewski> Ferguson, dość

* Adam zaśmiał się głośno

<Adam> Kaleko?

<Adam> A to dobre

<Kowalewski> dość!

* Adam zanosił się śmiechem

* Ferguson schował ostrze i przywalił Adam z pięści prosto w nos

<Kowalewski> Nasi znajomi z Chin bardzo czegoś ode mnie chcieli

<Kowalewski> i podejrzewam, że od niego też mogą czegoś chcieć

* Adam próbował chwycić rękę Fergusona i przewrócić go

<Kowalewski> i uważam, że lepiej będzie im tego nie dawać

<Kowalewski> dlatego nigdzie nie idziesz

Adam: zapiekło i zabolało, czujesz ciepłą krew zalewającą nos krztusisz się

* Adam śmiał się, krztusząc

* Ferguson zszedł z Adama i podszedł do Kowalewskiego

<Adam> Kaleka

<Adam> O Chryste

<Ferguson> Może mi ujebało nogi i ręcę, ale przynajmniej nikt mnie nie klonował!

* Adam wytarł nos, po czym podszedł po kask i znowu nabrał wody

<Adam> Dobrze dobrze

* Ferguson rzucił na odchodne

* Adam wciąż się zanosił śmiechem

* Ferguson zebrał swoją rękę z piachu i podszedł do Kowalewskiego

<Ferguson> Czego tak krzyczysz?

<Kowalewski> Bo wydawało mi się, że cudownie ogłuchłeś

<Kowalewski> Nie ma kontaktu z placówką

* Adam szedł przed siebie wzdłuż rzeki

<Kowalewski> i jak znam życie, jesteśmy w roku 3567 przed naszą erą

<Ferguson> Mam na to świetne wytłumaczenie

* Kowalewski prawie ręce opadły

<Kowalewski> zaraz mu połamię nogi

<Ferguson> NIE MA PLACOWKI!

* Ferguson zrobił wielkie półkole jedną ręką dookoła siebie

<Kowalewski> Musimy znaleźć kryjówkę

<Kowalewski> i modlić się, żeby któraś kopia Dawsona i spółki akurat rozbijała się po okolicy

<Ferguson> Jak jesteśmy w 3567, to równie dobrze możemy tu usiąść i poczeać aż sami zdechniemy

<Kowalewski> Obawiam się, że jeśli nasi chińscy przyjaciele tez tutaj są, to nie będzie takie łatwe

<Ferguson> Jacy chińscy przyjaciele?

* Kowalewski obserwował Adama

<Kowalewski> nie udawaj idioty

Adam odszedł w tym czasie spory kawałek, wlokąc się wzdłuż rzeki i co jakiś czas pochylając się by obmyś twarz wodą

<Ferguson> Widzisz tu kurwa gdzieś JAKICHS CHINCZYKOW?!

<Kowalewski> jesteśmy w trochę za głębokim bagnie, żebyś teraz bawił się w swoje sekrety i maskarady

* Ferguson spojrzał wymownie na Kowalewskiegp

<Kowalewski> A poprzednim razem spodziewałeś się ich?

<Ferguson> Tak, banshee się skradało po lesie cztery dni, zanim nas napadło

* Ferguson pukał się w czoło

* Ferguson rozejrzał się dookoła

<Ferguson> Widzisz tu jakieś wzgórze?

Adam zniknął wam z pola widzenia gdzieś w dole rzeki miedzy skałami

<Kowalewski> Wracamy po swoich, eee, śladach?

<Kowalewski> Erq, ja w końcu mam broń czy nie? ))

<Ferguson> Chodźmy tam

Kowalewski: mas zkrótką, reszta przepadła ))

<Kowalewski> Prowadź

* Ferguson rzucił w losowym kierunku, w którym było jakieś wzniesienie

<Kowalewski> Czekaj

<Kowalewski> naprawdę nie jesteśmy w stanie ustalić, skąd spadliśmy?

* Kowalewski zerknął na wraki i ich otoczenie

<Ferguson> Ze skały

<Ferguson> Jeśli Cię to zadowala

* Ferguson szedł stałym tempem przed siebie, nawet nie był tego świadom

* Kowalewski mimowolnie sprawdził pistolet i ruszył za Fergusonem

<Kowalewski> przynajmniej nie dłubiesz znowu w tym durnym padzie

<Ferguson> Pojedź do Afganistanu, to świetna przygoda, jak wrócisz to awans murowany

<Ferguson> mówili

<Ferguson> KURWA ICH MAC

<Ferguson> To nie potrwa długo, raz dwa i będziesz w domu

<Ferguson> zasrańcy…

<Kowalewski> Czy ty chociaż naprawdę pracowałeś dla NATO?

* Kowalewski rozejrzał się dookoła

<Ferguson> nie, robiłem dla tajnej organizacji ponadnarodowej „Promyczek”

* Ferguson pokręcił głową tylko

<Kowalewski> a ja się zastanawiałem, dlaczego nie zastrzeliłem cię ostatnim razem

<Ferguson> Też sobie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie

<Kowalewski> Czekaj

* Kowalewski zatrzymał się

<Kowalewski> masz przeszkolenie językowe?

<Ferguson> Nie zdrętwiał Ci może wtedy palec?

* Ferguson stanął

<Kowalewski> Może po prostu zasięgnijmy języka?

<Kowalewski> kurwa

<Kowalewski> wypada chociaż wiedzieć

<Ferguson> Nie, nie chodziłem na wojskowe kursy „ABC po chińsku”

<Kowalewski> jaki mamy rok

<Ferguson> U kogo, znowu masz napady wzrokowe

<Ferguson> Przecież tu nikogo nie ma!

* Kowalewski westchnął tylko

<Kowalewski> I nie ma w całej okolicy?

<Kowalewski> gdzieś na pewno są tubylcy

<Kowalewski> i śmiem twierdzić, że raczej wzdłuż rzeki

<Ferguson> Może są, może nie ma

<Ferguson> nie będe ich specjalnie szukał

<Ferguson> ale może wejdźmy na tę zasraną górkę i się rozejrzyjmy, co?

<Kowalewski> Prowadź

* Ferguson ruszył w obranym wczesniej kierunku

* Kowalewski szedł obok z pistoletem w dłoni, chociaż czuł, że guzik mu to da

Z wzniesienia widzać byłoby CampGate gdyby tam był, obecnie było to puste załamanie skalne. W dole rzeki widać być może skały a być może jakiś zabudowania prymitywne. Poza tym skały, i pustynia.

* Ferguson klapnał ręką bezradnie

<Kowalewski> No i, genialny strategu?

<Ferguson> To jesteśmy w dupie

<Kowalewski> Zabudowania

<Kowalewski> pomijając oczywiście to, że podejrzewam, że znajdziemy tam starego znajomego

<Ferguson> Oficjalne wygwizdowo

<Ferguson> Może zabudowania, może nie

* Ferguson wzruszył ramieniem

<Kowalewski> rozumiem

<Kowalewski> siedź więc na tej skale

<Ferguson> Ale i tak nie mamy innego wyjścia

<Kowalewski> i łap opaleniznę

* Kowalewski już schodził w tamtym kierunku

* Ferguson popukał się w czoło schodzą z wzniesienia w stronę przpuszczalnych zabudowań

* Ferguson gwizdał sobie coś pod nosem, nagle przestał

<Ferguson> Co byś zrobił, gdybyś spotkał prawdziwego Dominika Kowalewskiego?

* Ferguson spojrzał w poważną miną na Kowalewskiego

* Kowalewski zatrzymał się

<Kowalewski> nie wiem

* Kowalewski pokręcił głową

<Ferguson> Prawdziwego

<Kowalewski> po prostu nie wiem

<Ferguson> Hmmm

<Kowalewski> zapytałbym chyba’

<Ferguson> nie o to mi chodziło

<Kowalewski> o co kurwa w tym wszystkim chodzi

<Ferguson> Bardziej

<Ferguson> Tego pierwszego

<Ferguson> bo ciężko powiedzieć, że nie jesteś prawdziwy

<Ferguson> w sumie jeden chuj

<Ferguson> Ty czy on

* Kowalewski kręcił bezradnie głową

<Kowalewski> Naprawdę nie wiem, kilka odpowiedzi byłoby miłym gestem

<Ferguson> Może on tam gdzieś siedzi, w zamrażalce, albo w pudle

<Ferguson> u amerykanów

Dotarliscie tam po jakimś kwadransie, prymitywne chaty ulepione z gliny, szczątki płotów. Pusto.

<Ferguson> No i masz te swoje zabudowania

<Kowalewski> Cicho

* Ferguson kopnął w przewrócony kawałek płotu

* Kowalewski szedł powoli przy chatach, rozglądając się powoli

* Ferguson podrapał się trzymaną lewa ręką po karku

Pustka i wiatr.

<Ferguson> a może

* Kowalewski zerknął do kolejnej chaty

* Ferguson podrapał się tą samą ręką w czoło

<Ferguson> Pójdziemy w miejsce obozu i zostawimy im wiadomość?

Kowalewski: w jednej chacie dostrzegłeś nagi szkielet. Poza tm pustka i porozbijane gliniane naczynia.

* Kowalewski przykucnął przy szkielecie

<Kowalewski> hmmm, to miałoby sens

<Ferguson> W końcu kiedyś tam się wybudują

<Kowalewski> gdybyśmy wiedzieli

<Ferguson> i kogoś przyślą

<Kowalewski> kiedy oni tam się wybudowali

<Ferguson> co za różnica?

<Kowalewski> bo możemy być na przykład daleko przed nimi

<Ferguson> Ważne że wiemy gdzie

<Kowalewski> Z drugiej strony, nie mamy w sumie za wielkiego wyboru

Kowalewski: szkielet był kompletny, z boku czaszki widniał wgniecony w strukturę kostną kod PPC80014

<Ferguson> No to poczekamy

<Ferguson> albo przyślą albo nie przyślą

<Ferguson> czy to nie pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra-pra dziad naszego Adamka?

<Kowalewski> Zdaje się, że to kolejny krewny

* Ferguson zerka na czaszkę

* Ferguson policzył jeszcze dla pewności na palach, czy się nie pomylił w numerach

* Kowalewski bez większej nadziei zerknął po chacie

<Kowalewski> Jesteśmy w tyłku

<Ferguson> Ciekawe jaki Ty masz numer

* Kowalewski usiadł zrezygnowany

<Kowalewski> to kurwa bez sensu

* Kowalewski zdjął hełm i cisnął w kąt

* Ferguson trzymaną ręką w prawej dłoni popukał od niechcenia ścianę

<Ferguson> Chodź, idziemy zostawić wiadomość

<Ferguson> Tylko teraz

<Ferguson> w czym?

<Kowalewski> W niczym

<Kowalewski> Pomijając to, że ten klon tutaj

<Kowalewski> nie wziął się pewnie znikąd

<Kowalewski> Kurwa

<Kowalewski> jak ich poinformujesz?

<Kowalewski> będziesz krzyczał?

<Kowalewski> wyskrobiesz im list na kawałku skały?!

<Ferguson> Nie wiem

* Kowalewski pierwszy raz nie miał pojęcia, co robić

<Ferguson> położę się na środku i poczekam

* Ferguson uśmiechnął się nieco szaleńczo

<Ferguson> Chodź

<Ferguson> nic tu po nas

* Ferguson wylazł na zewnątrz

* Kowalewski siedział w milczeniu dalej

<Ferguson> Chodź

<Kowalewski> Ferguson

* Ferguson próbował wypchnąć Kowalewskiego na zewnątrz

<Kowalewski> części dżipa?

<Kowalewski> Twoja ręka?

<Kowalewski> to desperackie

<Kowalewski> bardzo mocno

<Kowalewski> szczególnie, że nie mamy pojęcia, czy ktokolwiek trafi akurat do nas

<Ferguson> Co części dżipa, co moja ręka?

<Ferguson> masz lepszy pomysł?

<Kowalewski> chciałeś im przekazać jakąś wiadomość

<Ferguson> To się zamknij i chodź

* Kowalewski zważył pistolet w dłoni, zabrał hełm i wstał

* Ferguson popucha Kowalewskiego przed siebię, w stronę pustyni gdzie miała stać baza

* Kowalewski szedł zrezygnowany, pijąc w milczeniu wodę z camelbacka

* Ferguson szedł rysując ślady po piachu dodatkową, mobilną ręką

<Kowalewski> Słuchaj, chciałem Cię zapytać w sumie tylko o jedną rzecz

<Kowalewski> co tak naprawdę było w tej twojej magicznej skrzyni?

* Kowalewski zdjął z pleców camelback i podał Fergusonowi

* Ferguson podziękował

<Ferguson> Nie jestem głodny

<Ferguson> Znaczy

<Ferguson> spragniony

<Ferguson> W ogóle nic nie jestem

* Ferguson spojrzał na słońce

* Ferguson zatrzymał się

* Ferguson rozejrzał

<Ferguson> wydaje mi się, że jesteśmy na środku

* Ferguson usiadł

* Kowalewski tylko westchnął

* Ferguson zakopał rękę w piachu, tak że wystawała na sztorc, palcami w górę

<Ferguson> Może nikt tego nie pomyli z kaktusem, jak myślisz?

Znajdowaliście się na wzniesieniu gdzie wcześniej znajdował sie obóz, widać charakterystyczne układy skalne otaczające wzniesienie. Lecz jest tu pusto.

<Kowalewski> Ja myślę, że to idiotyczne

<Kowalewski> słuchaj, zostajemy w okolicy dzień – dwa góra

* Ferguson ustawił palce tak, że na sztorc wystawał tylko środkowy

<Kowalewski> jeśli to nie wyjdzie

* Ferguson zaśmiał się cicho

<Kowalewski> idziemy śladem tego idioty, który niestety wygląda jak ja

<Kowalewski> bo może i Tobie wstawiono żołądek z tytanu albo reaktor nuklearny

<Ferguson> Ech/me wstchnął i zabrał rękę

<Kowalewski> ale ja wciąż muszę jeść i pić

<Ferguson> Ech

* Ferguson wstchnął i zabrał rękę

<Ferguson> śmiało, ja tu zostaję

<Ferguson> może mnie kiedyś znajdą

<Ferguson> albo to co ze mnie zostanie

* Kowalewski zamiast tego zakopał kilka magazynków od karabinka

Słońce zaczęło dokuczać, wiatr ustał i upał zaczął być ciężko odczuwalny.

<Kowalewski> i tak mi niepotrzebne

* Kowalewski schował się przy jednej ze skał

<Ferguson> Jeśłi to przyszłość, nic nie zostało

<Ferguson> i jesteśmy ostatnimi ludźmi na tej planecie?!

* Ferguson spojrzał na swoje mechaniczne nogi i rękę

<Ferguson> no przynajmniej Ty w całości

<Kowalewski> I tak Ci nie ufam

* Kowalewski siedział po turecku pod skałą i kontemplował sytuację

<Kowalewski> Słuchaj

* Ferguson rzucał kamykami przed siebie

* Kowalewski w końcu podniósł wzrok

<Kowalewski> co pamiętasz ostatnie po tej walce z udziałem Banshee?

<Ferguson> Jabłko

<Kowalewski> Podobno dostałem udaru

* Ferguson rzucał dalej

<Kowalewski> ale pamiętam tylko podnoszenie butelki coli z rozbitego roadrunnera

<Ferguson> pokazywali mi jabłko

<Kowalewski> jakim cudem znaleźliśmy się w tym obozie?

<Ferguson> to było zabawne, na początku

<Ferguson> Kazali nazywać

* Kowalewski kiwa głową

<Ferguson> Zabawne do czasu jak nie bolało gdy nazwy im się nie spodobały

<Ferguson> Jak tak się teraz nad tym zastanowię

<Ferguson> też mi kurwa szpital

<Ferguson> tortury dla pacjentów?

* Kowalewski spojrzał się na Fergusona z poważną miną

<Kowalewski> tortury?!

<Kowalewski> czy to kolejny uroczy przypadek, w którym coś nie jest tym, za co się podaje?

<Ferguson> Bolało, jak podawałem złą odpowiedź, widać im się nie podobały

<Ferguson> a potem przyszła ta kobita

<Ferguson> dziwna azjatka

<Ferguson> a potem Wy

<Ferguson> Znaczy Ty, Twój klon bliźniak

<Kowalewski> azjatka

<Ferguson> i Pani Kapitan

* Kowalewski zrobił ponurą minę

<Kowalewski> Ferguson

<Kowalewski> jak na moje, nie powinniśmy ich wołać o pomoc

<Ferguson> No co, w ameryce też mają azjatów, nie?

<Kowalewski> Niech mnie szlag, nie ufam Ci

<Kowalewski> ale tym tutaj nie ufam jeszcze bardziej

* Ferguson machnął ręką

* Ferguson przyjrzał się od niechcenia bliżej swojej sztucznek ręce, która mu odpadła

<Ferguson> a co, Ciebie też porądem razili, przypiekali?

<Ferguson> Chcieli upić?

* Ferguson zrobił ustaw w dziubek na chwilę

<Ferguson> chociaż to ostatnie to ciężko

<Kowalewski> nie

<Kowalewski> byli bardzo uprzejmi

<Kowalewski> tylko mało konkretni, poza oczywiście panią kapitan

<Kowalewski> o co Cię pytali?

<Ferguson> to fakt, ta azjatka też byłą uprzejma

<Ferguson> coś za uprzejma

<Ferguson> dziwnie uprzejma

<Ferguson> nienaturalnie uprzejma

<Ferguson> jak tak się nad tym teraz zastanawiam

* Ferguson szturchnął Kowalewskiego

* Kowalewski kręci głową

<Ferguson> To nie wygląda Ci na chińsi?

* Ferguson pokazał znaczki pod bicepsem sztucznej ręki

* Kowalewski chwycił sztuczne ramię w dłoń i obejrzał z bliska

Ziemia zaczęła się trząść. Słychać było miarowe dudnienie, niewielkie, ale jednak wyczuwalne.

* Kowalewski spojrzał na Fergusona ze zrozumieniem

<Kowalewski> jak na moje

<Kowalewski> musimy stąd iść

<Ferguson> Gdzie niby?

<Ferguson> No przecież nie wyskoczy zza skały na nas zasrane Banshee

<Ferguson> prosze Cię

* Ferguson zaśmiał się

<Ferguson> Jesteśmy na zasranym pustowiu

* Ferguson dalej rzucał kamyczkami

<Kowalewski> wsłuchaj się

<Kowalewski> przez chwilę

Zza skały wypadł galopujący mech o sześciu nogach.

<Adam> Stój, psia twoja mechaniczna mać!

* Adam wrzeszczał

* Ferguson przęłknał ślinę

Na jego dachu wiwatowali i wywijali mieczami tubylcy w turbanach. Kurz wzbijał się na kilka metrów w górę, słuchać było okrzyki i gwizdy.

<Ferguson> Jestem jasnowidzme

Na dachu, z przdu, na improwizowanym krześle siedział blady i krzyczący Adam.

* Kowalewski zerwał się na nogi

<Ferguson> patrz, znalazł sie Twój brat

<Kowalewski> co do kurwy nędz…

Na krzyk Adama mech w końcu zareagował. Niemal zarył kopytami i zatrzymał się pochylając naprżód.

Kurz powolutku opadał.

* Adam próbował mówić do mecha

* Ferguson wstał powoli i otrzepał się z kurzu

<Adam> Otwórz kokpit!

* Kowalewski przekrzywił głowę z ciekawości

<Adam> Otwórz właz!

<Kowalewski> siad?

<Adam> Otwórz kabinę!

<Adam> Sezamie kurwatwojamać otwórz się!

<Ferguson> na wio albo „prr-prr” też reaguje?

* Ferguson rechotał

* Adam walił z bezsilności w mecha

Zauważyliście to dopiero po chwili: część z tubylców miała wytarte, połamane lub przeinaczone części broni i mundurów armii amerykańskiej.

* Kowalewski stał z rozdziawioną mordą, oglądając surrealistyczny spektakl

<Kowalewski> panowie

<Kowalewski> co tu się KURWA dzieje?

<Ferguson> To jest właściwe pytanie

Mech nie zachowuywał sie zerojedynkowo, to badał nogami grunt to się odsuwał.

* Adam odwrócił się do tubylca ‘wiatr we włosach’

<Kowalewski> Uspokój jakoś to dziadostwo!

* Kowalewski odsunął się

<Adam> Ty, durka durka, tam w dole, pomóc!

* Adam machał rękoma

TUbylcy raczej walili urządzenie tyczkami lub krzyczeli.

<Adam> CISZA!

* Adam wrzasnął

<Adam> Kowalewski, słyszysz mnie!?

Uspokoili się nieco, a jeden znicz, z brodą w warkocz, kucnął i spojrzał na Kowalewskiego

* Kowalewski stał z bronią w gotowości

<Kowalewski> Słyszę!

<Kowalewski> Co tu się KURWA DZIEJE?!

<Adam> Oni nie są nastawieni bojowo

<Kowalewski> …widzę!

<Adam> Widziałem wśród nich białych ludzi

* Kowalewski pokręcił głową

- Kurwa – powturzył tubylec – Kurwa mać.

Pozostali kiwali głowami.

<Kowalewski> Nasi tu byli

* Kowalewski mruknął pod nosem

<Adam> Tak, jeden podczas jazdy

<Adam> Śpiewał ‘wiatr we włosach’

<Ferguson> Umarł?

<Adam> Nie pytaj

<Ferguson> a

<Ferguson> Niech będzie

<Adam> Ale kurwa twoja mać, jak to się obsługuje

<Ferguson> Białych? A oni czarni czy po rpostu brudni?

<Adam> Jeden w ich wiosce powiedział „Naprzód!” i poszło

<Adam> Mieszańce

<Adam> To chyba potomkowie naszych braciszków

<Ferguson> Nie chciał bym się wpierdalać

<Ferguson> ale mam doświadczenie z takimi maszynami

* Kowalewski pokiwał głową

<Kowalewski> to będzie najgorsza rada, jaką kiedykolwiek usłyszysz

<Ferguson> Mieszańce czego?

<Kowalewski> ale zaufaj Fergusonowi

<Adam> Chyba ocipiałeś

<Ferguson> Jak miło

<Kowalewski> Wiem, że kiedyś sterował czymś podobnym

* Ferguson poklepał ręką którą trzymał w prawej dłoni po plecach Kowalewskiego

<Adam> Niech go pies z kulawą nogą trąca

<Ferguson> Obyś zdhechł rozbijając się tym o ścianę

<Ferguson> zdechł*

* Ferguson krzyczał uśmiechając się

<Adam> Dzięki, kaleko

* Adam uśmiechnął się promiennie

<Kowalewski> STOP!

<Kowalewski> Warto chociaż było spróbować

* Ferguson szturchnął Kowalewskiego i szepnął mu na ucho

* Kowalewski wzruszył ramionami

<Ferguson> Gdybym nie był tak przywiązany do swojej ręki rzucił bym przed siebie i sprawdził czy zaaportuje

* Ferguson cicho zarechotał

* Adam pacnął jednego z tubylców, wzruszając ramionami pytająco

* Kowalewski zwrócił się do tubylcół

<Adam> No i co teraz, wiatr we włosach, kurwa mać, naprzód

<Kowalewski> kto mnie rozumie?!

Tubylcy patrzyli to na Adama to na Kowalewskiego

<Ferguson> To będzie ciekawe

* Ferguson przyglądał się z boku

- Jeden? Dwóch? – szeptali między sobą a z ich szeptania tylko kilka słów było w pełni zrozumiałych.

* Adam pokazał palcem na siebie i na Kowalewskiego

<Adam> BRA-CIA

<Adam> BRAT

<Adam> BRACIA

* Adam machał rękoma Bóg wie po co

Jeden wystąpił i ześlizgnął się na dół z mecha

* Kowalewski kiwał potwierdzająco głową

- Przechowywać to gdyby sie zjawił

wyjął zza przepaski na biodrze zawiniątko ze skóry i wręczył Kowalewskiemu

<Kowalewski> kto się zjawił?

* Kowalewski zerknął dyskretnie do zawiniątka

* Kowalewski schował zawiniątko do jednej z ładownic i chwycił tubylca za ramię

<Kowalewski> KTO się zjawił?

Tubylec pokazał ramię. Inni zrobili to samo. WIdniała tam wytatuowana podobizna mężczyzny z blizną poniżej lewego kolana.

<Kowalewski> Nigdy nie widziałem go na oczy

* Kowalewski pokręcił głową i spojrzał na Adama

<Kowalewski> wytłumaczysz mi, CO to do cholery jest?

<Adam> Człowieku, jak oni mnie zobaczyli to zaczęli coś skandować, potem jakiś znachor powiedział ‘naprzód’ do mecha i oto jestem

<Adam> mnie nie pytaj o nic

<Kowalewski> A wiesz, kim oni są? I, hmmm

<Kowalewski> w jakim stuleciu jesteśmy?

<Adam> A uczyłem się historii?

<Kowalewski> good point

<Adam> Skąd mam, psia mać, wiedzieć

<Adam> malowali rysunki w swoim mieście

<Kowalewski> Gdzie ten znachor?

<Adam> w sumie – w resztkach miasta

<Adam> żyją w ruinach kilka kilometrów stąd

<Adam> spłynąłęm łódką w dół rzeki

<Adam> i ot

* Adam złapał się za głowę

<Adam> Ja tylko chciałem uciec od tego całego bajzlu

* Adam zaczął klnąć pod nosem

<Ferguson> To nie ma co liczyć, żeby ktoś po nas wrócił

<Kowalewski> Zapytałbym, co wiesz o uroczej pani kapitan i spółce, bo może coś przeoczyliśmy

<Kowalewski> ale to się mija z celem

<Kowalewski> a ten, eee, robot

<Kowalewski> nie ma jakiegoś systemu nawigacyjnego?

<Ferguson> Ma

<Ferguson> nazywa się „gdziekolwiek”

<Ferguson> Wnioskuję

<Adam> Wnioskując po okolicznościach

<Adam> To są pozostałości oddziału jednych z nas

<Adam> Którzy się tu rozbili

<Adam> I licząc, że ktoś ich kiedyś odnajdzie

<Adam> Kazali szukać takich jak oni sami

<Adam> W sensie żeby ktoś ich uratował

<Adam> No i tego

<Adam> Oto my

<Kowalewski> Po drodze znaleźliśmy szkielet

<Adam> W wiosce?

<Kowalewski> z wybitym w czaszce numerem seryjnym

<Kowalewski> tak

<Adam> O, nie zwróciłem uwagi

<Adam> Hm

<Adam> Nie bardzo wiem, co teraz

* Ferguson znowu usiadł

<Ferguson> To jesteśmy w punkcie wyjścia

<Kowalewski> PPC80014

* Kowalewski wyrecytował z pamięci

<Kowalewski> mówi Ci to coś?

<Kowalewski> kolejna kopia Dawsona?

<Kowalewski> kolejny, hmmm, brat?

<Kowalewski> Ferguson

<Ferguson> Raczej dziadek

<Kowalewski> nie możesz obejrzeć tego dziadostwa?

<Kowalewski> Z Banshee sobie poradziłeś

<Ferguson> Przecież proponowałem

<Ferguson> to mnie Twój odszczekany klon nie chce wpuścić

* Adam wzruszył ramionami

<Adam> To nie ja wpadłem w szał zabijania i oskarżania wszystkich wokół o własną głupotę

<Kowalewski> Słuchaj, może Ty już wiesz, w której probówce Cię skonstruowano

<Kowalewski> ale ja bym chętnie ustalił, z której ja się wziąłem

<Ferguson> Nie?

<Ferguson> Coś podobnego

<Kowalewski> a najchętniej poznałbym, hmmmm

* Ferguson zrobił wielki oczy, po czym wrócił do rzucania amykami przed siebie

<Kowalewski> oryginał

* Kowalewski mruknął ciszej

* Adam odwrócił się do tubylców

<Adam> Co teraz, pacany

<Adam> Wiatr we włosach?

- Teraz granica.

<Adam> Hę?

Usłyszałeś w miarę płynnie.

<Ferguson> Może znają jakieś sztuczki?

<Kowalewski> Która granica?

<Adam> Granica czego?

<Ferguson> Przynajmniej nie będziemy się nudzić do śmierci

Jeden szturchnął drugiego. W końcu najstarszy zlazł z mecha i przemówił.

- Granica Bramy.

- GRanica Gate.

* Kowalewski uniósł brwi

* Adam pacnął się w czoło

Potakiwali nawzajem.

<Adam> Ja to serdecznie pierdolę

<Kowalewski> Nie, nie, nie, spokojnie

<Adam> Powinni ten cały Afganistan wysadzić w powietrze

<Ferguson> Raz powiedziałeś coś mądrego

<Kowalewski> to nie takie proste

<Adam> Z powrotem do tego bajzlu

<Kowalewski> ja się do Camp Gate i uroczej pani kapitan

<Ferguson> Wysadzili

<Ferguson> rozejrzyj się

<Kowalewski> zbliżać nie zamierzam

<Ferguson> Lepiej zdechnać na pustyni

<Kowalewski> tamto towarzystwo było równie fałszywe, co włoski ksiądz

<Kowalewski> albo Ferguson

<Kowalewski> co mi przypomina

<Kowalewski> daj mu obejrzeć chociaż tego mecha

* Ferguson uniósł tylko kciuk w góre

<Kowalewski> Najwyżej go zastrzelę

* Adam wzruszył ramionami

<Ferguson> Co Ci mech zrobił?

* Adam spróbował zgramolić się z siedziska na czubku mecha

* Ferguson wstał i wręczył Kowalewskiemu swoją rękę

<Ferguson> Potrzymaj

* Kowalewski obejrzał rękę i rzucił ją w piach

<Kowalewski> Adam, bardzo, ale to bardzo ważne pytanie

<Ferguson> e!

<Ferguson> to moja ręka, zjebie

* Kowalewski powiedział i spokojnie chwycił za pistolet, obserwując Fergusona

<Kowalewski> i nic jej się nie stanie]

<Kowalewski> piluję jej

<Kowalewski> rób swoje

* Adam podszedł do Kowalewskiego

<Adam> Tak, nie mam nic przeciwko żebyś go zastrzelił

<Adam> Coś jeszcze?

<Ferguson> pilnuję… łba bys swejego nie upilnował…

* Ferguson rzucuł cicho

<Ferguson> rzucił*

* Ferguson wskoczył na siedzisko, do kokpitu

<Adam> te ))

<Adam> kokpit zamkniety ))

<Adam> w tym caly myk ))

<Ferguson> to na siedzisko ))

<Adam> oni to ujezdzaja jak slonia ))

* Ferguson obejrzał dokłądnie

<Kowalewski> Tak, ważniejsze pytanie

* Ferguson uważnie przygląda się kokpitowi

<Kowalewski> czy wymyśliłeś sobie już jakieś poważne imię?

<Adam> Staram się nie przywiązywać

<Adam> do etykietek

<Ferguson> Terminator to za mało?

* Kowalewski mruknął coś do Adama

<Ferguson> a, że on

Ferguson: nie widać źżadnej konsoli czy jakiegokolwiek dojścia do systemów urządzenia, Najwyraźniej reaguje na komendy głosowe i tym sposobem tubylcy wprawiają go w ruch.

* Ferguson popukał w kokpit

<Ferguson> Sezamie otworz się!

* Ferguson walnął nogą w mecha

<Ferguson> otwórz ten pieprzony okpit!

W międzyczasie dwóch tubylców narysowało na piachu skomplikowany obrazek, na którym widnieli ludzie na niebie atakujących tych na ziemi i pokazali to Wam jednocześnie pokazując na zachodzące słońce.

<Kowalewski> Panowie, może nie jestem najbardziej błyskotliwy

<Kowalewski> ale powinniśmy stąd się usunąć

<Kowalewski> i to w miarę szybko

<Ferguson> No, bosko

* Ferguson posadził łapę na kokpicie i zaczał stukać

<Ferguson> Hmmm

* Kowalewski popukał jednego z tubylców w ramię

<Kowalewski> weź to ze sobą

<Kowalewski> prowadź

* Kowalewski pokazał na mecha

* Adam pokazał na mecha

<Adam> Naprzód, wiatr we włosach

<Adam> ku-rwa-mać

TUbylcy wprawnie wdrapali sie na mech apo linach podajac Wam ręce

* Ferguson wykorzystując poznaną niedawno podstawową znajomośc chińskiego spróbował gadać do mecha po chińsku

<Ferguson> „otwórz się”?

* Adam złapał rękę jednego z nich

Mech podniósł przednią przegubową część i drepcąc w miejscu obrócił się

* Kowalewski wlazł na samą górę w ostatniej chwili

Stworzenie ruszyło i już po chwili mozna było przyzwyczaić się do rzucania na górze, kiedy pokonywał kolejne połacie pustyni.

* Kowalewski gadał cicho z Adamem

<Kowalewski> PAnowie

* Kowalewski usiłował przekrzyczeć harmider

W kamiennym białym mieście witano Was owacjami, wymachiwaniem zakrzywionych mieczy, tacami z owocami i mięsem.

<Kowalewski> musimy zdecydować, co zrobić z camp gate

<Adam> O, i z powrotem

<Kowalewski> skoro istnieje możliwość powrotu… chyba

* Ferguson znowu oglądał swoją rękę

* Kowalewski nie spodziewał się takiego powitania

* Adam uśmiechnął się

<Adam> Cóż powiedzieć, byłem rozrywany

Wśród tłumów przenoszono tace, układano stoły, Wnoszono dzbany z wodą.

U góry, przy kamiennym monumencie wyciosanym w nieznane pismo czekała grupka ludzi. Wyglądali nieco bardziej współcześnie, choć ich stroje były tak samo zużyte, brudne i porwane jak tubylców.

Kiedy jeden z nich podszedł bliżej, przez kudły i brodę można było poznać znajomą twarz, której brakowało tylko cygara.

Pierwszy zorientował sie Kowalewski.

- Dawson, Ty skurwielu.

- To my się znamy? No tak, pewnie tak. A ten to kto?

- Niejaki Adam.

- No tak, no tak – powiedział Dawson podrzucając z zadowoleniem metalową tuleję nieco innego kształtu niż wspomniana wcześniej.

Dawson złapał tuleję i wsadził za pasek.

- No to mamy komplet.

- Dawson, gadaj o co w tym wszystkim kurwa chodzi.

- A o to, że – tu wskazał na swoją tuleję. – Mamy Ewę, i jesteśmy o krok od wolnosci.

Uśmiechnął sie od ucha do ucha.

KONIEC

Główne Kategorie

Tawerna (logo)

Jeśli mimo wszystko, po rozważeniu wszystkiego należycie, chcesz do nas dołączyć, zobacz koniecznie: Rekrutacja im. Stanisława Śledzia-Pomyleńca