Kampania: Złego Diabli Nie Biorą
Złego Diabli Nie Biorą

Po pięciu dniach forsownego marszu, przerywanego tylko okazyjnymi potyczkami i spotkaniami ze sprzymierzonymi siłami, wojska dowodzone przez Nevrona dotarły w okolice Cytadeli. Dwa dni za długo, ale to była ciężka droga, a armia i tak maszerowała tylko z najniezbędniejszymi zapasami, zdobywając resztę po drodze.
Samo podejście pod Cytadelę było katorgą – Szass Tam najprawdopodobniej celowo manipulował pogodą, długie kolumny wojska pięły się drogami wśród górskich zboczy w niemiłosiernym upale. Więcej
Początek Końca

Minęły dwa miesiące od bitwy o wyspę obecnie znaną jako Fort Buccaneer. Nad Thay zawisło realne widmo wojny domowej między Zulkirami. Niegdyś drobne spory zaczęły zamieniać się w lokalne konflikty. Najazdy na wzajemne lenna, ataki na uczniów szkół magii – to wszystko zdarzało się zbyt często, by móc przymknąć na nie oko. Więcej
Preludium

Minęło 5 miesięcy, odkąd Nevron objął przywództwo nad szkołą przywoływań i przez to miejsce w radzie Zulkirów. Zdobytą fortecę odbudowano, wzmocniono, załogę wymieniono na bardziej lojalną. Nevron mógł kontynuować realizację ambitnych planów, korzystając z dobrodziejstw wynikających z posady. Imre także nie próżnował. Poświęcił się dokładnym i dogłębnym badaniom zamkowych piwniczek z trunkami, oraz populacji lokalnych pięknych niewiast. Więcej
To Dopiero Początek

Trup mężczyzny w ćwiekowanej zbroi gruchnął malowniczo w trakt, wzbijając tuman kurzu. Obok leżały zwęglone zwłoki elfiego łucznika i chyba kapłana, stopionego magicznym kwasem. Żywiołak ziemi właśnie kończył wgniatanie w trawnik domorosłego maga w ubogich szatach.
Nevron otrzepał tylko pył z czerwonych szat. „Niektórzy mają stanowczo za dużo czasu”, pomyślał… Więcej
Straszny Cesarz

Działo się to gdzieś na skraju Srebrnych Marchii, za górami Nether, niedaleko rwących wód Rauvin. Pewnego ranka na skraju małej wioski Breen Carvis przystanął nieznajomy człowiek. Dziwna to była postać. Wysoki mężczyzna, ubrany w niezwykle imponującą, bogato złoconą zbroję płytową i w pysznie zdobiony i wyszywany czerwony płaszcz. W ręku trzymał równie imponującą lustrzaną tarczę. Nie to jednak zwracało najwięcej uwagi, bowiem nieznajomemu towarzyszyła czwórka dzieci. Więcej
