Zombie

World War Z: Electric Boogaloo

Stało się, film World War Z jest w produkcji. Osoby śledzące losy filmu na pewno pamiętają zawirowania dookoła scenariusza, dlatego też kamień spadł mi z serca, gdy ujrzałem zdjęcia z kręconych na Malcie ujęć kwarantanny wprowadzanej w Izraelu. Wyglądały smakowicie – nic nie mogło pójść źle, skoro tak dobra scena z książki miała znaleźć się w filmie.

Niedługo potem przeżyłem mały geekgazm, mając okazję popatrzeć sobie na zdjęcia do filmu na żywo. Centrum Glasgow zamieniło się na pewien czas w Filadelfię, dookoła krążyli statyści, scenerię zdobiły amerykańskie auta, powymieniano oznakowania ulic na filadelfijskie. Wyglądało to bardzo profesjonalnie i, nie ma co ukrywać, obiecująco.

Powyżej: niekompetentny osioł zapomniał, że wcześniej bawił się ustawieniami aparatu w telefonie.

Ale w tym samym czasie dookoła filmu zaczął krążyć hollywoodzki smrodek. Poczuliśmy go, gdy ujawniono szczegóły fabuły World War Z:

Pracownik ONZ Gerry Lane (Brad Pitt) przemierza świat, starając się za wszelką cenę powstrzymać epidemię zombie, która dziesiątkuje armię, doprowadza do upadku rządy i grozi zagładą całej ludzkości.

Wszyscy pamiętamy Gerry’ego Lane’a z książki, prawda? Mhm, ja też go nie kojarzę. Ale ok, rozumiem. Książka World War Z generalnie nie ma głównego bohatera i o ile jest świetnym materiałem na udawany film dokumentalny, o tyle rzeczywiście film akcji wierny w 100% byłby cokolwiek nieskładny z taką ilością bohaterów i narratorów; śmiem twierdzić, że przy tej ilości materiału źrodłowego lepiej nadawałaby się na serial (HBO anyone?). Wypadałoby jednak zachować kluczowe motywy z oryginału, prawda? Nie ukrywam, że bardzo chciałem odczuć w filmie to ponure uczucie grozy, gdy epidemia powoli i stopniowo rozlewała się na cały świat; tę beznadziejność, gdy zombie włóczyły się po ulicach, w USA wybucha Wielka Panika, a US Army zignorowała zagrożenie ze strony nieumarłych hord, dając się zwieść ich wyglądowi i powolnemu tempu przemieszczania się:


To znów nie jest mój najlepszy dzień.

Na tym filmie z Glasgow widzimy dowód na to, że reżyser ze scenarzystą kompletnie zlali książkę i zabrali się do sprawy po swojemu. Jakiś pan udaje, że zostaje ugryziony przez jednego z bardzo żwawych zombie, szaleje w konwulsjach 15 sekund, po czym żwawo wraca na dwie nogi i wyładowuje złość na samochodzie. Przypomnijmy sobie, dlaczego książkowy wirus solanum rozlał się po całej planecie: mogło minąć sporo czasu, zanim osoba zarażona zaczynała przejawiać objawy choroby. Pan Zenek mógł wsiąść zupełnie zdrowy do samolotu w Ling Pang w zachodnich Chinach, a dopiero w dzień po lądowaniu w Los Angeles dostać gorączki.
Teraz spójrzmy na tego furiata skaczącego po asfalcie jak Erq na widok filmu Kapitan Ameryka (TO BYŁ DOBRY FILM!) i zastanówmy się, jakim cudem toto wylało się na całą planetę.
Wiem, że mam skłonności do czepiania się nerdowskich detali żywcem z dyskusji o wyższości Kapitana Kirka nad Picardem, ale w tym jednym przypadku uważam, że wrzawa wśród niektórych fanów książki jest uzasadniona. Ten jeden detal kompletnie wypacza fabułę książki i jej konsekwentną logikę. World War Z zbudowana jes na bazie fałszywie spokojnego świata ignorującego „niegroźny” i powolny problem, póki prawie jest za późno.
Żeby było zabawniej, Mark Forster – reżyser omawianego dzieła – zdaje sobie sprawę z ilości butthurtu wśród fanów, jaki wywołały manipulacje przy fabule książki. Cytuję:

The idea, obviously the book is not written as a narrative, you try to take things from the book, but at same time you’re changing certain things. I do feel we’re trying to keep it in the spirit of the book because it’s important. We are doing our own film, telling our own story because we had to. But trying to still include as much as we can from the book.

W tłumaczeniu na swojski:

Mam w głębokim poważaniu bandę jeleni mieszkających z rodzicami, ale zaraz walnę jakąś okrągłą wymówkę. Sekundkę, muszę odpalić cygaro studolarówką. W każdym razie usiłujemy zawrzeć tyle rzeczy z książki, ile wejdzie, oczywiście poza tymi kluczowymi dla fabuły i, hmmm, sensu. I tak pójdziecie na ten film.

Ostatnie zdanie jest najlepszym podsumowaniem artykułu, jakie da się wymyślić. Ale jeśli scenarzysta nie dokona cudu, to dostaniemy kolejny film o zombie, równie dobrze mogący nosić tytuł Sequel Żywych Trupów . A zapowiadało się coś równie dobrego, co serial Walking Dead.

Kategorie

Film

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Główne Kategorie

Tawerna (logo)

Jeśli mimo wszystko, po rozważeniu wszystkiego należycie, chcesz do nas dołączyć, zobacz koniecznie: Rekrutacja im. Stanisława Śledzia-Pomyleńca