got

Game of Thrones

Jeśli już ktoś coś tu wstawia to zazwyczaj jest to narzekanie. A To Star Trek nie taki a to krzywe roboty u Baya. Jak Conan za słaby to i trailer do The Thing jest za mało trailerowy.

Przydałoby się napisać o czymś co jest dobre. A nawet bardzo dobre. Mowa o Game of Thrones – serialu. Gra o Tron dość szybko obrosła w kulturowe zjawisko, może nie tej rangi co Harry Potter czy „Wampir, któremu świeci”, ale faktem jest, że serial rozsławił książkową serię tworząc grupę nowych i już oddanych fanów.

Zanim przejdę do jakichkolwiek szczegółów przyznam, że kompletnie nie znałem książek pana George’a 2R Martina, więc do serialu podszedłem bez jakiegokolwiek nastawienia. Z drugiej strony książkę (pierwszą, liczącą sobie bagatela 840 stron) przeczytałem już po obejrzeniu pierwszej serii, wiec wiedziałem co się dziać będzie. Myślę, że nie ma idealnej konfiguracji „co najpierw” obejrzeć/przeczytać więc niech każdy zainteresowany (o ile nie miał z tematem do czynienia) wybierze sobie co mu pasuje.

Żadnych spojlerów tu nie zamieszczę i je zdecydowanie odradzam poszukiwanie informacji. Jestem gorącym zwolennikiem totalnego olania tematu, którym się interesujemy. Poważnie. Otóż współczesny świat hojnie obdarza nas informacjami i jesteśmy pierwszym w historii świata społeczeństwem, które ma dostęp do gigantycznej ilości informacji. Właściwie od ręki. Musimy nie chcieć i unikać aby czegoś nie wiedzieć. W ten sposób nie odbieramy świata poprzez normalny tok poznawania. My od razu wiemy. I szczerze gardzę ludźmi, którzy szukają byle czego aby tylko wiedzieć coś o filmie, spojler, nie spojer nie ważne. Ważne, że udało się odszukać informację. Ci obywatele wychodzą z kina płytcy zupełnie tak jak przyszli. Inny obywatel coś przeżył, zastanowił się, chwilę pomyślał.

No ale dygresjom mówimy stanowcze: pfut.

HBO po raz n-ty wykazało się niesamowitą intuicją i wyczuciem widza. Jak wiele ich seriali wcześniej, tak i tutaj wstrzelili się w coś „innego”, stworzyli widowisko wciągające i żywe, pełne barwnych, krwistych postaci niejednoznacznych i nie nudnych. Widz-telewidz odrywa się po każdym odcinku zupełnie jakby był odłączany od Matrixa. Gra o Tron nie pochodzi z tołkowanego ostatnio nurtu miesięczno-dopochwowego jak Rzyby, Spartakusy i Borgie. A określenie nurtu wzięło się stąd, że gdy nie bardzo jest o czym w serialu opowiadać, ktoś rozkłada nogi lub leje się krew. Zupełnie jakby producenci nagle odkryli, że pokazanie historycznych opowieści w sposób brutalny przyciągnie rzeszę widzów. Cóż – tak też było, ale po pierwsze bez fabuły same wiadra cycków i drugie – krwi na długo nie przytrzymają widza, po drugie – widz z ambicjami od razu zauważy, że mydlą mu oczy. Potrzebny jest scenariusz. Sięgnięto tu po pana G2R Martina i jego opasłe tomy.

Kiedy czytałem książkę byłem zaskoczony naprawdę świetnym przeniesieniem treści na ekran. Serial (1-szy sezon) składający się póki co z 10-ciu odcinków niemal idealnie odwzorowuje 840 stron tekstu. Niewiele jest scen/treści pominiętych, a jeśli już się trafią to nie są ściśle związane z linią fabuły. To spory wyczyn i chylę tu czoła. Nawet Peterowi Jacksonowi się to nie udało z Władcą Pierścieni biorąc pod uwagę hektar materiałów dodatkowych na 600 płytach dvd przygotowanych dla zagorzałych fanów wkładania butów przez Legolasa opatrzonych komentarzem pani z garderoby.

Porównanie akurat niezbyt adekwatne bo Gra o Tron to nie fantastyka kwieciście upstrzona magią, elfami i innym nasieniem rodem ze Star Treka, tylko, że w rajtuzach zamiast…. ee… rajtuzów. Hm. W każdym razie jest to raczej alternatywne średniowiecze XV/XVIw z kilkoma elementami fantasy, które absolutnie nie powinny drażnić czytelnika/widza mającego na fantasy alergię.

Rzecz druga, która zasługuje na pochylenie czoła to obsada. Osoba wybierająca aktorów zasługuje na cyklicznego Oscara. Możliwe, że sugerowałem się serialem czytając książkę, ale z tego co się zorientowałem również długoletni wielbiciele serii mocno chwalili obsadę, gdy serial zrealizowano. Aktorzy dobrani są więcej niż idealnie, a nie wierzę, że każdy, absolutnie każdy jest tak genialnym aktorem, że świetnie wcielil się w graną przez siebie postać. Zwyczajnie zostali odpowiednio wybrani. Na to może mieć wpływ jeszcze jeden czynnik, ale o tym później.

W każdym razie znów: wspominam Frodo z jego jęczącym wyrazem skrzywienia na mordzie, pokurcza (nie mylić z Krasnoludem) Gimliego czy Elronda Smitha. Może kiedyś w końcu komuś udowodnię, że LOTR to wcale nie był dobry film.

Następna sprawa i zarazem okazja, żeby wrzucić Jacksonowi: charakteryzacja. Bo charakteryzacja to nie tylko przystosowanie do warunków fabularnych ale także unikanie by postać/aktor nie wyglądał za ładnie. Żeby nie miał świeżego podkładu na twarzy i wiecznie wyspanej i wypoczętej twarzy. Tu błędów nie doświadczymy. Tu nie ma plastikowych mieczy więc widać wyczerpanie aktorów podczas i po walce. Widać suknie uwalane błotem i wyleniałe futra. Widać prawdę i dbanie o szczegóły. Nie ma ani jednego elfa w plastikowej zbroi i podkładzie na twarzy. Nie ma ani jednego Frodo z malowanymi ustami. Precz z Jacksonem i jego światem, któremu bliżej do Toy Story niż do fantasy.

Dla tych, którzy tematu nie znają: jest to alternatywne-średniowiecze-z-elementami-fantasy w twardym, brutalnym i zaskakująco bliskim świecie, podane na chłodno bez przypraw. To co odróżnia GoT od popularnej fantastyki to brak naiwności i żelazne konsekwencje własnych wyborów.  Jesli nasz ulubiony bohater zdecyduje tak czy inaczej – poniesie tegoż konsekwencje i okupi je. Nie pojawi się Cudowny Zbawiciel. Ani wszechwiedzący tajemniczy znajomy. Błędna decyzja to opłakane skutki. Wiele tu mądrości, którą łatwo można wychwycić a nie jest dumna i otrąbiona.

Polecam obydwie wersje: serialową i książkową, tym bardziej, że to dopiero początek. Sporo oglądania jak i czytania przed nami. Drugą serię obejrzę zapewne już po drugiej czytanej części, więc pewnie porównam jak to jest na odwrót.

Książka. Zakupiona w twardej oprawie (a co, skoro to takie dobre to warto uszanować). 840 stron. Nie ma obrazków. Czytając podchodziłem jak do sensacyjnej epopei. I niestety zawiodłem się. Fakt – losy bohaterów, fabuła, świat – wszystko to jak i w serialu jest rzetelne, interesujące i prawdziwe = żywe. Natomiast sposób prowadzenia narracji jest prosty i jednakowy przez cały czas. To jest jak jazda autostradą: szybko, ciekawie, dokładnie. Ale chciałoby sie na chwilę zwolnić, przyjrzeć czemuś ciekawemu. Zatrzymać i podziwiać lub zwyczajnie odpocząć. Na to tu nie ma miejsca. Jeden ciąg, jedno tempo, jeden rodzaj narracji. W tym względzie serial jest ciekawszy, bardziej wciągający. Gdybym znów wtrącił porównanie do LOTR-a niestety pan Martin przegrywa na całej linii. W ogóle ośmielam się twierdzić, ze pan pisarz miał wiele szczęścia w tym, że nie został zaszeregowany razem z Sagą o Ludziach Lodu do dystrybucji w kioskach. Jest to interesująca powieść sensacyjna z aspektami politycznymi mająca miejsce w wyimaginowanym świecie. Ale nic poza tym. Zarówno sensacje czytałem o wiele lepsze jak i fantasy. Ba, nawet calkiem realne książki historyczne zdarzało mi się czytać bardziej pozostające w pamięci. I, wracając do wspomnianego czynnika obsadowego, postaci nie są skomplikowane, więc i wejść aktorsko w nie, nie jest jakoś szczególnie trudno.

Ale śledzić zarówno książkę jak i serial będę, bo traktuję je jako przeplatającą się i uzupełniającą całość, która jest czymś zupelnie świeżym. W narzekaniu na brak inwencji telewizyjnej czy w ogóle serialowej jest to świetna riposta. Sycąca apetyt ambitnego widza.


Kategorie

Film

Komentarze do Game of Thrones

  1. a. :

    ha! a jednak — z moją głową wszystko w porządku (przynajmniej w pewnych aspektach). minęliśmy się na ulicy w krk i długo wydawało mi się, że mam haluny/widzę duchy. powyższy wpis świadczy jednak o tym, że byłeś — jak najbardziej — z krwi i kości. wielkie uff no i wypada — do następnego;)

  2. a. :

    hah, nie ten wpis, za dużo tu czytam:)

  3. siepator :

    Ależ przyjemne uczucie – w końcu znalazł się ktoś, kto przy docenieniu całej siły kreacyjnej Martina podaje też to, co mi najbardziej przeszkadzało podczas czytania książki. Serial poznałem niedawno (z rozpędu w kilka dni było już po wszystkim), zafascynowany rzuciłem się na książkę, i tu pojawiły się problemy. Przy wszystkich ochach i achach miłośników GoT nad wspaniałą, wielowątkowa narracją i stylem, nie wierzyłem co właściwie czytam. I gdzie te wspaniałe frazy… – choć może nie ośmieliłbym się na porównanie z Sagą o Ludziach Lodu;-) Mimo wszystko – po wyrażeniu wątpliwości co do kunsztu autora spadły na mnie gromy ze strony ortodoksów martinowskich, mamrocących o „prawdziwych” fanach (czytaj tych, którzy zaczęli przygodę z Grą od książki) i zepsutych średnim serialem dla tłumów amatorów.
    Wydaje mi się, że takie zastrzeżenia w niczym nie umniejszają faktu, że świat stworzony przez Martina jest świetny, postaci żyją i mają swoje motywacje, a całość po prostu cholernie wciąga. I chce się więcej…
    Małe pytanie – czy Autor może pokusić się o podobną opinię nt. „Mrocznej wieży” Kinga?
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Główne Kategorie

Tawerna (logo)

Jeśli mimo wszystko, po rozważeniu wszystkiego należycie, chcesz do nas dołączyć, zobacz koniecznie: Rekrutacja im. Stanisława Śledzia-Pomyleńca